Ameryka i ja: Halloween w Stanach Zjednoczonych

26 października, 2017

Halloween w Stanach Zjednoczonych


-Wpisujemy się na listę czy nie? - pyta Pan X.
-W tym roku sami będziemy przecież chodzić - odpowiadam.
Przechodzimy przez lobby, w którym wyłożona jest już lista. Mieszkamy w kilkunastopiętrowym molochu, w którym znajduje się kilkaset mieszkań. Co roku, na kilka dni przed Halloween w recepcji pojawia się kartka, na której można wpisać numer swojego mieszkania. Wpisanie się oznacza, że w Halloween wieczorem do drzwi pukać będą dzieci mieszkające w budynku i oczekiwać cukierków. Lista jest świetnym pomysłem, ponieważ jeśli ktoś nie ma ochoty kupować zestawów słodyczy albo po prostu ma gdzieś tego typu zabawy, nikt nie wali mu do drzwi i nie krzyczy „trick or treat”/cukierek albo psikus.   

Dwa lata wcześniej:

-Puk, puk. Happy Halloween!!! - w drzwiach stoją dwaj chłopcy w przebraniu Supermana i Batmana z wiaderkami w dłoniach a  obok nich osoba dorosła.
-Happy Halloween! - odpowiadam i wrzucam im do wiaderek cukierki.
-Puk, puk. Happy Halloween!!! - tym razem są dwie księżniczki, jedna na oko ma z osiem miesięcy i jest na rękach u tej drugiej, czyli swojej mamy. Założę się, że mała księżniczka nie zje ani jednego cukierka, za to duża zje wszystkie. 
Tak mniej więcej to wygląda, kiedy mieszkasz w molochu. Otwierasz drzwi, dajesz cukierka i zamykasz. I tak ileś razy, w zależności od tego jak wiele dzieci pobierze w recepcji listę z numerami mieszkań uczestniczących w zabawie. Czasem rozciąga się to w czasie. Raz przychodzi ktoś co chwilę, potem przez pół godziny nie ma nikogo. Zależy jak kto chodzi po piętrach. 


Rok wcześniej:

-Musisz się przebrać, dziecku będzie raźniej - mówi Pan X.
-Ty zatem też musisz się przebrać.
-Ja nie, ja będę robił zdjęcia (co za argument)- odpowiada Pan X, który ma gdzieś maskaradę. Ja uznaję, że nie będą sztywniarą i założę kostium piratki (kupiony kilka lat wcześniej na Halloween Party). Żałuję natychmiast, gdy tylko wychodzimy z budynku. Czuję się jak idiotka w pirackim stroju, z wielkim kapeluszem na głowie i ustami pomalowanymi na krwistą czerwień (fakt, nikt nie kazał mi ich tak malować). Czuję się tak z dwóch powodów. Po pierwsze nikt na mojej ulicy nie ma przebrania, po drugie to nie moja tradycja. Nie jest to dla mnie tak naturalne jak dla Amerykanów wychowywanych w duchu Halloween od małego. Skoro jednak nasz syn urodził się w Ameryce i nawet do przedszkola muszę mu przygotować przebranie, zakładam pirackie ciuchy i idziemy zbierać w przebraniu cukierki.


Droga do dzielnicy domów jednorodzinnych jest drogą przez mękę. Mam wrażenie, że gapi się na mnie cała Ameryka (z politowaniem). Mam jednak nadzieję, że Ameryka bierze poprawkę, bo idę przecież z dzieckiem za rękę, które również jest przebrane (za żołnierza). 
Dochodzimy do osiedla domów. Zaczyna zapadać zmrok. Jezus Maria, co tu się dzieje. Domy podświetlone na pomarańczowo, fioletowo, z głośników płynie muzyka jak z horroru, na schodach albo stoją albo siedzą na krzesłach właściciele z koszami, w których są słodycze. Jedni czekają jak dziecko coś powie, inni od razu wrzucają do wiaderka cukierka mówiąc Happy Halloween i obsługują następnego przebierańca w kolejce. Jeśli delikwent postanawia sam się obsłużyć i próbuje wyciągnąć z kosza całą garść cukierków słyszy grzeczne : tylko jeden. 
Na schodach do domów z cukierkami są kilku lub kilkunastoosobowe kolejki. Wszędzie jest mnóstwo dorosłych, którzy towarzyszą zbierającym cukierki dzieciom. Na szczęście niektórzy mają przebrania, więc samopoczucie od razu mam lepsze. Przebrani są też niektórzy właściciele domów rozdający cukierki. 

Ok, tyle mogę pokazać;) 

W tym roku :

Nie wpisujemy się na listę, nie będziemy rozdawać cukierków w budynku, bo idziemy zbierać z dzieckiem tak jak rok wcześniej. Nie, tym razem się nie przebiorę. Bo choć na osiedlu domów było sporo przebranych dorosłych i czułam się tam OK, to jednak trzeba było potem wrócić do własnego budynku. To nie jest tak, że jak jest Halloween to wszyscy w Ameryce ganiają po ulicach przebrani. Na szczęście jak wówczas wracaliśmy, było już ciemno. Ściągnęłam kapelusz, starłam krwistoczerwoną szminkę i jakoś doczłapałam się do domu. 

********

Poniżej przygotowałam galerię zdjęć. Zobacz w jaki sposób dekoruje się w USA ogrody i domy z okazji Halloween. Trupie aranżacje pojawiają się 2-3 tygodnie przed Halloween. 




















5 komentarzy:

  1. Fajnie, ze pojawil sie ten wpis akurat teraz. Miałam właśnie dylemat czy się przrbierac z dziećmi, czy lepiej nie. Teraz już nie mam wątpliwości, ze przebrane będą tylko dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dorośli przebierają się głównie wtedy, gdy wybierają się na Halloween Party czyli imprezę, na którą wszyscy przychodzą przebrani. Jasne, że są ludzie, którzy przebierają się razem z dziećmi do zbierania cukierków. Natomiast tak jak napisałam, dla mnie nie było to naturalne. Pamiętam, jak szliśmy z Panem X na Halloween Party i wchodziliśmy do windy w tych przebraniach. Też czuliśmy się głupio jak mijaliśmy ludzi w garniturach, wracających z biur a my w tych stronach, ja na dodatek z plastikowym nożem przy pasku:)

      Usuń
    2. No wlasnie! Jakby to byla impreza zamknieta w gronie znajomych, to co innego. Bylismy kiedys z mezem na ¨przebieranym¨ sylwestrze i bylo naprawde super! No ale tutaj, zeby tak paradowac po ulicy, to zdecydowanie sobie daruje! Choc syn wymyslil sobie, ze przebieramy sie wszyscy. Mysle, ze jak zobaczy cukierki sypiace sie do wiaderka to bedzie mial wystarczajaca frajde ;)

      Usuń
    3. Dziś widziałam w Starbucks dwie kobiety, które pracują w służbie zdrowia, bo miały szpitalne uniformy i miały pomalowane twarze jak z wypadku. Pewnie w pracy mieli jakąś mini imprezę:)

      Usuń
  2. Jestes niesamowita ��

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.