Ameryka i ja: Jak wyglądają pokazy lotnicze w USA

17 września, 2017

Jak wyglądają pokazy lotnicze w USA


-Widziałaś, że pokazał kciuk w górę?
-No widziałam. Myślisz, że nie będzie powtórnej kontroli bezpieczeństwa?
-Myślę, że nie - odparł Pan X, który przyglądał się jak żołnierz w polowym mundurze, siedzący przed nami zasygnalizował gestem strażnikowi stojącemu przed bramą wjazdową, że wszystko jest OK.
Znajdowaliśmy się w autobusie i wjeżdżaliśmy na teren amerykańskiej bazy lotniczej Andrews pod Waszyngtonem. Jechaliśmy na doroczny, darmowy pokaz lotniczy, odbywający w znanej w całych Stanach Zjednoczonej bazie, będącej portem macierzystym Air Force One, czyli samolotu amerykańskiego prezydenta. Jeśli czasem zdarzy Ci się zobaczyć w telewizji prezydenta USA udającego się na przykład w podróż zagraniczną, czy lecącego do któregoś z miast Stanów Zjednoczonych, to jego samolot startuje właśnie z bazy Andrews.

Odbywający się raz do roku air show, jest w zasadzie jedyną okazją by każdy, kto przejdzie kontrolę bezpieczeństwa mógł dostać się na teren bazy. Wszystko jest oczywiście bardzo dobrze zorganizowane. Dojeżdża się własnym transportem do znajdującego się kilkanaście kilometrów od bazy stadionu, zostawia samochód na gigantycznym parkingu, przechodzi  kontrolę (plecaki oraz między innymi płyny i własny prowiant są zakazane) a następnie wsiada do … szkolnego autobusu. Charakterystyczne, żółte, amerykańskie autobusy, które na co dzień wożą dzieci do szkół, dowożą do bazy ludzi przyjeżdżających na pokazy lotnicze. W każdym autobusie, tuż za kierowcą siedzi żołnierz, którego zadaniem jest zapewne dopilnowanie, by nic po drodze się nie wydarzyło, czyli żeby żadna niesprawdzona pod kątem bezpieczeństwa osoba, nie wsiadała do autobusu (powtórnej kontroli nie ma).   


-Jezus Maria!!! 
Dopiero co wysiedliśmy z autobusu, gdy w pobliżu rozległ się huk, buchnął ogień i pojawiło się mnóstwo czarnego dymu. Staliśmy dość blisko barierek odgradzających pas startowy i właśnie stamtąd poszedł podmuch gorącego powietrza. Za barierkami znajdowała się amerykańska ciężarówka bez naczepy z zamontowanymi silnikami odrzutowymi, z których wydobywał się ogień. Kierowca samochodu rozpoczynał właśnie swój show, rozpędzając  ciężarówkę, która po chwili pędziła jak szalona po pasie startowym a za nią unosił się pas ognia. W życiu nie widziałam czegoś takiego. Publiczność była wniebowzięta, zwłaszcza gdy ciężarówka ścigała się (!) z samolotem. 






To nie był mój pierwszy pokaz lotniczy w życiu. Ale nie przypominam sobie bym kiedykolwiek tak bardzo zachwycała się muzyką. Kawałki dobrane do pokazów były po prostu rewelacyjne. Co chwilę wyciągałam z torby telefon, żeby sprawdzić co to za piosenka, ciesząc się, że kiedyś dawno temu odkryłam Shazam (jeśli nie znasz tej aplikacji, która rozpoznaje wykonawcę i tytuł granego utworu, to bardzo polecam). Repertuar stanowiły i bardzo znane hity jak i amerykańskie piosenki patriotyczne. A kiedy nadleciał samolot, z którego wyskoczył człowiek na spadochronie trzymający w dłoniach flagę, z racami wytwarzającymi czerwony dym, ciary miałam na plecach. Z głośników płynął bowiem taki oto tekst:

„Jestem dumny, że jestem Amerykaninem
Gdzie przynajmniej wiem, że jestem wolny
I nie zapomnę o ludziach, którzy zginęli,
Którzy dali to prawo mi” 


Nie znałam tej piosenki, aplikacja podpowiedziała, że to utwór Lee Greenwooda „God Bless the USA”. Jeśli masz ochotę, to możesz posłuchać sobie tutaj. To robiło wrażenie, zwłaszcza, że tłum zareagował entuzjastycznie, po tym jak skoczek dotknął gruntu. Pokazy były świetne, naprawdę nie raz wydawało mi się, że pilot kręcący te wszystkie beczki, spirale, lecący pionowo w dół, po prostu się rozbije, że samolot nie zdąży zmienić pozycji i runie na ziemię. Wszystko było jednak w porządku, może poza tym, że za lody i hot dogi zdzierali okrutnie (lód na patyku kosztował pięć dolarów, hot-dog ponad sześć), nie mówiąc o płatnych atrakcjach dla dzieci. Ale to już inna bajka.  

Tradycyjnie robiłam zdjęcia, więc teraz i Ty możesz je zobaczyć. Miłego oglądania. 
















Jedną z atrakcji dla dzieci była możliwość rysowania kredą po widocznym poniżej samochodzie. Była to darmowa atrakcja. Jednorazowy, trwający 5 sekund zjazd ze ślizgawki z wahadłowcem, 2 dolary.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.