Ameryka i ja: Wyobrażasz sobie nie brać płatnego urlopu???

06 sierpnia, 2017

Wyobrażasz sobie nie brać płatnego urlopu???


-Dlaczego wy nie bierzecie urlopów? - pytam ją kiedy już wymieniłyśmy uprzejmości, odpowiedziałam na standardowe pytania jak długo jestem w USA, czy mi się podoba i czy tęsknię za Polską i za rodziną w Polsce. Czas więc na moje ulubione pytanie : jak można nie brać urlopu?
Ona zaczyna się śmiać i mówi więcej o urlopie męża niż swoim, bo wychowuje trójkę dzieci i na pełen etat nie pracuje, ale próbuje w międzyczasie budować własną siatkę klientów, gdyż zaangażowała się w sprzedaż kosmetyków.
-Jak pójdziesz na urlop, ktoś zawsze może dostać awans zamiast ciebie, możesz nawet stracić pracę, bo okazuje się, że bez ciebie też sobie poradzą - odpowiada szczerze.

Amerykanie mawiają sami o sobie "no vacation nation'. Po pierwsze, pracodawcy w USA nie mają obowiązku zapewnienia pracownikom płatnego urlopu. Płatny urlop to tak zwany benefit, często negocjowany przy podpisywaniu kontraktu czyli umowy o pracę. Należy jednak uczciwie powiedzieć, że w wielu firmach urlopy są, tylko ludzie po prostu z nich nie korzystają. Po drugie, ilość płatnego urlopu w USA jest niemal o połowę krótsza niż na przykład w Polsce. Amerykanie mogą liczyć najczęściej na 11 w porywach do 15 dni (są oczywiście odstępstwa, ja piszę o średniej).

-Jeśli pójdziesz na urlop, na przykład na dziesięć (!) dni, to potem nie jesteś w stanie odkopać się z roboty - odpowiada na to samo pytanie amerykański księgowy, który mimo perspektywy biurka zasypanego tonami papierów planuje podróż do Europy za dwa lata.
-A twój szef puści cię do tej Europy? - pytam.
-Tak, tak zgodził się - mówi, co oznacza, że już z szefem rozmawiał na ten temat.

Kwestia Amerykanów przyspawanych do firm i firmowych biur lub inaczej poślubionych pracy, powraca latam w amerykańskich mediach jak bumerang. Odkąd jestem w USA, co sezon słyszę, że Amerykanie są chyba najgorsi na świecie pod tym względem, i że większość ludzi żyjących w tym kraju nie wykorzystuje płatnego urlopu, który ma nawet zagwarantowany w kontrakcie.
-Ja sobie zrobię wakacje przy okazji Święta Dziękczynienia - argumentuje kolejna osoba, dla której wakacjami będą czwartek (Święto Dziękczynienia, dzień wolny od pracy), piątek (tu trzeba wziąć urlop) plus sobota i niedziela oraz poniedziałek ( tu też trzeba wziąć urlop). Czyli czyste szaleństwo, całe pięć dni z czego trzy i tak wolne od pracy.
Tego typu wakacje są w USA bardzo popularne, zwłaszcza, że wiele amerykańskich świąt państwowych jest ruchomych i przypada na przykład w ostatni poniedziałek miesiąca, albo pierwszy, albo tak jak Święto Dziękczynienia w czwarty czwartek listopada. Można więc zorganizować sobie w roku kilka przedłużonych weekendów.

-Ja tam nie ma żadnego problemu z chodzeniem na urlop - mówi moja polska znajoma, która wykorzystuje wszystkie dni, co do jednego, jakie jej się należą u amerykańskiego pracodawcy.
-Nie udziela ci się ta histeria, że się zakopiesz, że ominie cię awans, że ktoś cię wygryzie? - pytam.
-Daj spokój - przewraca oczami.
-To wariaci - mówi kolejna Polka, która ma bardzo poważną i odpowiedzialną pracę, w wielkiej amerykańskiej, rządowej instytucji.
-Ktoś ci kiedyś robił jakieś wyrzuty, że poleciałaś na trzy tygodnie do Polski? - pytam.
-Przestań, nigdy! - odpowiada znajoma, która nie zamierza dawać w prezencie swojemu pracodawcy swoich wolnych, płatnych dni gwarantowanych w kontrakcie.

Ale znajoma urodziła się w Polsce i liznęła trochę polskiego systemu. Amerykanie natomiast - jak wynika z corocznego sondażu Alamo dotyczącego wakacji i urlopów -mają poczucie winy względem współpracowników. No vacation nation.

Pozdrowienia z Polski, z urlopu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.