Ameryka i ja: Zwiedzanie Pentagonu

09 czerwca, 2017

Zwiedzanie Pentagonu


- Czy wiecie ile trwała budowa Pentagonu? - zapytał młody żołnierz, w mundurze galowym, który był przewodnikiem naszej wycieczki.
 - Pięć lat! Trzy! Dwa! Padały odpowiedzi.
- 16 miesięcy - oświadczył nasz przewodnik. 
Wjechaliśmy dopiero co schodami ruchomymi na wyższą kondygnację budynku i rozpoczynaliśmy zaplanowane na półtorej godziny zwidzanie Pentagonu, które poprzedziła kontrola bezpieczeństwa jak na lotnisku. 

Pentagon jest siedzibą amerykańskiego departamentu obrony i zalicza się do największych budynków biurowych na świecie. I choć położony jest w mieście Arlington w stanie Virginia to adres ma … waszyngtoński. To taki paradoks, w każdym razie, wszystkie amerykańskie departamenty (odpowiedniki polskich ministerstw) mają swoje siedziby w Waszyngtonie, poza Pentagonem znajdującym się w pobliskim stanie Virginia. 

Jeśli będziecie kiedyś w Waszyngtonie i mielibyście ochotę wejść do środka Pentagonu (w Arlington), to jest to jak najbardziej możliwe. Warunek jednak jest jeden, należy w internecie wypełnić stosowną aplikację z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Nie da się tego załatwić z dnia na dzień, czy kilka dni wcześniej. Nasza aplikacja, w której podaje się dane osobowe  jest bowiem weryfikowana i dopiero po kilku dniach dostajemy odpowiedź czy i kiedy możemy stawić się na zwiedzanie. 

Dobra wiadomość jest taka, że wycieczka jest darmowa, i że Pentagon otwiera swoje drzwi również dla obcokrajowców (zwiedzanie Białego Domu zarezerwowane jest dla obywateli amerykańskich). Zła jest taka, że nie można robić zdjęć. Zaraz na początku wycieczki, która odbywa się w kilkunastoosobowej grupie w języku angielskim, jesteśmy informowani, że jakakolwiek próba zrobienia zdjęcia wewnątrz budynku kończy się konfiskatą telefonu i przerwaniem zwiedzania. 


Pentagon to państwo w państwie. Jest tam wszystko, sklepy z ubraniami, butami, telewizorami, restauracje, punkty usługowe, gabinety dentystyczne, lekarskie, apteki. 
- Ludzie tu pracujący spędzają tu tyle czasu, że muszą mieć wszystko na miejscu - wyjaśnił nasz przewodnik, kiedy przechodziliśmy koło eleganckiego sklepu z czekoladowymi pralinkami.
- Nie polecam, bardzo tu drogo - zażartował, dorzucając ze śmiechem kilkanaście metrów dalej: Oczekuje się od nas, że będziemy mieli żelazną kondycję fizyczną, że będziemy wysportowani a tu proszę, to są te restauracje, które mają nam w tym pomagać - powiedział wskazując na wejście do części barowej, w której mieściły się stoiska najpopularniejszych amerykańskich fast foodów. 

Muszę jednak przyznać uczciwie, że ludzie pracujący w tym budynku mają też do wyboru inne opcje niż fast foody, część restauracyjna jest bowiem ogromna. A wracając jeszcze do pralinek, to pewnie były i drogie, ale żołnierz nie chwalił się już, że amerykańscy wojskowi na terenie swoich baz a także Pentagonu kupują wszystko taniej, ponieważ zgodnie z prawem wszelkie towary w takich miejscach sprzedawane są im bez podatku (taki przywilej). 

Przewodnik w połowie wycieczki zmienił się i dalej oprowadzała nas bardzo młoda kobieta. Była to śliczna dziewczyna, również w galowym mundurze. Co ciekawe, oboje przez cały czas trwania zwiedzania szli tyłem tak, by być mieć twarz zwróconą prosto do grupy. Byłam pod wielkim wrażeniem tego chodu. Nie wiem czy mieli te kroki wyliczone, czy dyskretnie obserwowali charakterystyczne punkty, ale bez rozglądania się, patrzenia do tyłu, skręcali tyłem gdzie trzeba, bez potykania się, tracenia równowagi, szli miarowym krokiem, stawiając najpierw piętę, potem palce, zdecydowanie był to ćwiczony bardzo dokładnie sposób poruszania się.  

Budynek Pentagonu ma jak wiadomo kształt pięciokąta i zbudowany jest jak słynna rosyjska matrioszka (takie skojarzenie przychodzi mi na myśl). Oznacza to, że po wejściu do budynku przechodzi się później do kolejnych, wewnętrznych za pomocą łączników. W środku zaś znajduje się bardzo ładne i wielkie patio z dużą ilością drzew i ławek, na których pełno ludzi z … telefonami komórkowymi. Słyszałam od osoby, która często bywa w Pentagonie, że w budynku jest ogromny problem z zasięgiem, dlatego wszyscy chodzą na ławeczkę żeby poszperać w telefonie. 

To zdjęcie zrobiłam z pokładu samolotu, którym leciałam z lotniska im. Ronalda Reagana w Waszyngtonie
Widok na Pentagon od strony, która została kompletnie zniszczona w ataku z 11 września 2001 roku

Wycieczka nie jest tym, czego się spodziewałam. Myślałam, że zobaczymy choć jeden pokój, który będzie przypominał centrum dowodzenia. Że poczuję dreszczyk emocji, że coś tu się dzieje, że jest jakaś akcja. Nic z tego. Chodzi się głównie po korytarzach, przewodnik opowiada o kubaturze budynku, o ilości mil do pokonania, zatrzymując się na bardzo, bardzo krótko przy wystawach dotyczących historii wojskowej Stanów Zjednoczonych składających się głównie z plansz ze zdjęciami. 

Równie krótko jest się w niewielkiej sali upamiętniającej 184 ofiary, które zginęły w zamachu na Pentagon z 11 września 2001 roku. Sala pamięci położona jest w odbudowanym skrzydle budynku, zniszczonym przez samolot porwany przez terrorystów tamtego dnia. W środku znajduje się tablica z nazwiskami ofiar a także księga zawierająca zdjęcia i informacje o każdej z osób. 
Poniżej zamieszczam oficjalną fotografię amerykańskiej marynarki dostępną w internecie. Jak pisałam wcześniej, samodzielnie nie można robić żadnych zdjęć. 



Czy warto pójść na wycieczkę do Pentagonu? To zależy jak na to spojrzeć. Jeśli liczysz, że zobaczysz kulisy pracy w amerykańskim departamencie obrony, to zapomnij. Ale jeśli jest to dla Ciebie atrakcja żeby w ogóle wejść do budynku Pentagonu, przejść się po korytarzach, rzucić okiem na to, na co pozwalają, to warto. A po wycieczce, koniecznie trzeba zobaczyć  9/11 Pentagon Memorial na zewnątrz. O tym pisałam już kiedyś tutaj.



ps. Można sobie zrobić zdjęcie przed rozpoczęciem zwiedzania przy mównicy, takiej, przy której występują pracownicy departamentu obrony podczas konferencji prasowych. Nie zrobiłam sobie zdjęcia. Dziś myślę : trzeba było robić! Wy róbcie jakby co. Jeśli tam pójdę jeszcze raz, to na pewno sobie cyknę. 






4 komentarze:

  1. Mnie do zwiedzania Pentagonu zniechęcił właśnie ten długi czas oczekiwania. Waszyngton zwiedzalam w połączeniu z Filadelfia i Atlantic City i nie byłam w stanie z tak dużym wyprzedzeniem stwierdzic, którego akurat dnia będę w Waszyngtonie. Szkoda, bo nawet jeśli nie zwiedza się sal jak z filmów szpiegowskich, to chyba jednak fajnie jest moc powiedzieć że było się w Pentagonie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wychodzę z tego samego założenia, chciałam po prostu tam wejść i zobaczyć ile się da. Liczyłam jednak, że może jakis mało tajny pokój operacyjny pokażą:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to Pentagon chciałbym zobaczyć i bez tych specjalnych sal. Ale miałaś fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem Cię, też chciałam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.