30 października, 2013

Na dyniowej farmie



To niby wyświechtany banał, ale faceci naprawdę MUSZĄ czasami poszaleć jak dzieci.
Pan X i ja jedziemy na dyniową farmę. Jest niedziela, farma jest potężnym biznesem z parkingiem na setki samochodów. I setki samochodów na tym parkingu stoją, bo zjechały tu całe rodziny.

Jedna dynia większa od drugiej, kształt taki, kształt siaki. Dzieci (nie faceci) piszczą, biegając od dyni do dyni. Przy wejściu leżą bowiem setki owoców na sprzedaż. Nic tylko kupować. Najlepiej w dużych ilościach. (Przeczytałam w necie, że dynia jestem owocem. Naprawdę?????)


Efekt jest piorunujący.  Natychmiast wyciągam aparat i zaczynam fotografować. A co robi Pan X? Pan X zobaczywszy największy okaz, biegnie do niego i go  podnosi... I cieszy się oczywiście jak nie powiem kto. Albo powiem. Jak dziecko. To nic, że uwalił się przy okazji tą dynią jak przedszkolak, bo miała przeciek. To nic, że niemal się wywalił a potem zgiął w pół, bo dynia jest tak ciężka.

Pan X nie przejmuje się. Najważniejsza jest zabawa i fota oczywiście. Ja cykam, on chwieje się na nogach z tą dynią i mnie pogania, bo już nie daje rady. Chwilę później kilk, klik i zdjęcie jest już na fejsie. I zabawa trwa dalej, tym razem w wirtualnym świecie:)

Potem bierzemy taczkę i ruszamy w głąb farmy. Zrywamy trochę jabłek, bo są tu też jabłka, bierzemy też oczywiście dynie. Ale po jakimś czasie Pan X wyraźnie zaczyna się nudzić. Jak dziecko. Więc co robi? Każe mi wsiadać na taczkę. To wsiadam. Boże jak niewygodnie... Ale to nic. I tak było fajnie:)


















 

4 komentarze:

  1. Słyszałem, że dynie wykorzystuję się w USA do np. hallowen, ale żeby istniały aż tak wielkie farmy?
    Na dodatek można na nie wejść i spędzić dzień? :-)
    Nieźle

    Pozdrawiam Paweł Zieliński

    www.twojwybortwojaprzyszlosc.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Paweł znalazłeś fajny sposób promowania swojego bloga. Aczkolwiek mało elegancki. Pozdrawiam - czytelnik Ameryka i ja.

    P.S
    Lee super zdjęcia jak zawsze !

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny ten "dyniowy biznes", i tylu chętnych przyjeżdża pewnie spore odległości żeby zapolować na dynię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. cześć! tu Polka z Pensylwanii :) po dwóch latach na amerykańskiej ziemi ja też postanowiłam pisać! właśnie jestem po swojej wycieczce na farmę dyniową i wrażeniami dzielę się na moim świeżutkim blogu. Mam nadzieję, że wpadniesz od czasu do czasu do mnie http://mojezyciewameryce.blogspot.com/ Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.