Ameryka i ja: Spokojnej Wielkanocy

31 marca, 2013

Spokojnej Wielkanocy



Nie będę raz jeszcze opisywać amerykańskiej Wielkanocy, ponieważ zamieściłam o niej wpis rok temu. Jeżeli chcecie zajrzeć do tego tekstu, jest tutaj. Ale przy okazji świąt mam kilka zdjęć zrobionych w ciągu ostatnich dni.

Nie ma znaczenia czy to ta, czy tamta strona Atlantyku. Tak samo trzeba odstać swoje w sklepach. Tak samo myśli się o innych w supermarketach "ci ludzie oszaleli", choć samemu jest się częścią tłumu ładującego do koszyków nadmiar jedzenia, które na  pewno zostanie.  Pan X i ja obowiązkowo odwiedzamy przed świętami polski sklep pod Waszyngtonem. Trudno sobie bowiem wyobrazić przygotowanie Wielkanocy po polsku bez białej kiełbasy, zakwasu na żurek, polskiego majonezu, twarogu na sernik, ćwikły i jeszcze kilku innych rzeczy. 


Polonia w Waszyngtonie nie jest zbyt liczna (porównując do nowojorskiej czy chicagowskiej). W tak zwanej aglomeracji waszyngtońskiej (czyli stolica i okolice) mieszka ponoć około pięciu tysięcy osób pochodzenia polskiego. Jest tu tylko jeden polski kościół w Silver Spring pod Waszyngtonem i to do niego jedzie się z koszyczkiem. 

Te dwie urocze pięciolatki w strojach krakowskich robiły w sobotę furorę przed polskim kościołem. Ludzie wyciągali aparaty i je fotografowali, albo pytali rodziców czy ich dzieci mogą stanąć z dziewczynkami do zdjęcia. Mama bliźniaczek pozwoliła mi na umieszczenie tej fotografii na blogu.



 W zasadzie nie wiem dlaczego ten pan niósł koszyk na głowie. Czy mu się urwała rączka, czy tylko taki miał? Nie pytałam. Ale okazja do zdjęcia była dobra.


 W Ameryce - o ile mi wiadomo - nie ma czegoś takiego jak mazurek. Przed świętami można kupić masę różnych ciast, ale mazurka (poza polskim sklepem) nie. Piekłam więc sama.


Pisanki. W polskim sklepie były drewniane, po trzy dolary za sztukę. Nie kupowaliśmy. Sami malowaliśmy jajka.


W amerykańskich marketach pełno za to zestawów z plastikowymi jajkami, które się otwiera i wypełnia cukierkami. Następnie ukrywa się je przed dziećmi w domu czy ogrodzie. W Niedzielę Wielkanocną, dzieci wyposażone w koszyczki lub plastikowe wiaderka ganiają w poszukiwaniu łupów.



                            Życzę Wam radosnych, szczęśliwych i spokojnych świąt.


4 komentarze:

  1. Wiesz może skąd jest ta liczba 5000?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi powiedziano w polskiej parafii. Dlatego napisałam ponoć. Ale pp. proboszcz twierdzi, że jeśli weźmie się pod uwagę osoby pochodzenia polskiego z Dystryktu, Virginii i Maryland to w sumie może być nawet i kilkanaście tysięcy, ale w życiu kościoła uczestniczy 2-3 tysiące.

      Usuń
  2. OK. W wiki stoi, że w samym DC jest prawie 8000 osób określających się jako Polacy lub Amerykanie polskiego pochodzenia (na podsatwie spisu z 2000 roku). Próbowałem znaleźć dane nowsze i obejmujące resztę aglomeracji, ale jakoś nie mogę. Kiedyś na pewno je widziałem, może jeszcze odnajdę.

    Opinia proboszcza jest pewnie trochę palcem po wodzie pisana, bo (o ile nie czerpie jej ze spisu) nie uwzględnia Polaków niemających żadnego kontaktu z polskim kościołem czy organizacjami polonijnymi - czy to z powodu niewyznawania religii katolickiej albo smoleńskiej, czy to z powodu chodzenia do innego katolickiego kościoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dane z Census tez mozna brac z przymruzeniem oka :) 4 pokolenie Amerykanow Polskiego pochodzenia jest juz malo polskie.

      Inna bedzie suma ludnosci, ktorzy sia tylko tak zwa, a inna ktorzy mowia po polsku, lub sa na bierzaco z kultura. Census pewnie jest blizszy prawdzie jesli chodzi o "pochodzenie", a proboszcz pewenie blizej jesli chodzi o troche "swiezszych" Polakow.

      Usuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.