06 lutego, 2013

Powitanie zwycięzców Super Bowl


Nie znam się na Super Bowl i nadal nie jestem fanką amerykańskiego futbolu. Od niedzieli nic się nie zmieniło. Ale mimo to, z ochotą pojechałam razem z Panem X do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów od Waszyngtonu Baltimore, żeby zobaczyć jak miasto wita zwycięską drużynę. Byłam po prostu ciekawa samej fety i atmosfery na stadionie.

We wtorek po południu, 5 lutego drużyna Baltimore Ravens, która dwa dni wcześniej wywalczyła mistrzowski tytuł, przejechała triumfalnie przez miasto, by na koniec zaprezentować się fanom zgromadzonym na tamtejszym stadionie. Obiekt może pomieścić 71 tysięcy widzów i zapewniam Was, że był wypełniony po brzegi. A ci, którym nie udało się wejść do środka (wstęp był darmowy), okupowali go na zewnątrz.

Nigdy nie widziałam takiego szału i takiego wybuchu radości. Prawda jest też taka, że nie bywam na imprezach sportowych, więc nie mam za bardzo do czego porównać. W każdym razie, stadion tonął we fiolecie, kolorze drużyny, a z gardeł dziesiątek tysięcy fanów wydobywał się krzyk. Matki z niemowlakami, tatusiowie z kilkulatkami, nastolatki, ludzie w sile wieku, babcie, dziadkowie. Wszyscy tam byli. To był niebywały fart, ponieważ udało się nam dojechać samochodem pod sam stadion i jeszcze znaleźć miejsce, żeby zaparkować. O powrocie nie będę pisać. Korki, korki i jeszcze raz korki. Ale to nic. Warto było.


 








I na koniec ja w akcji;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.