Ameryka i ja: Finał Super Bowl

02 lutego, 2013

Finał Super Bowl


Zanim przyjechałam do Ameryki ( w 2009 roku) nie wiedziałam co to Super Bowl. Nie miałam nawet pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje. No proszę Was. Czy przeciętną polską dziewczynę, niezależnie od wieku, obchodzi jakiś mecz o mistrzostwo w futbolu amerykańskim? Żart. W tej chwili mam jednak wrażenie, że i w Polsce więcej się o tym finale pisze niż kiedyś (ale bardziej w kontekście komercyjnej ciekawostki). A najwięcej o reklamach w przerwach, jakie są drogie i jakie wyszukane. Być może jednak moje przekonanie bierze się stąd, iż mieszkając w Stanach bardziej zwracam uwagę na to, jakie informacje z USA ukazują się na polskich portalach.

-Weź mi wytłumacz, na czym polega amerykański futbol - prosiłam znajomego Amerykanina dwa lata temu. Wówczas wydawało mi się, że nawet rozumiem. Znaczy z grubsza. Niestety rok później mówiłam do znajomego ponownie:
-Weź mi wytłumacz jeszcze raz, bo zapomniałam.
No ale jak miałam pamiętać, skoro od tamtego czasu (rok 2011) obejrzałam tylko JEDEN mecz (ten finałowy), z czego przez trzy czwarte czasu i tak miałam nos włożony w internet...  Poza tym, mówiąc uczciwie i tak najbardziej podobał mi się ze wszystkiego występ Black Eyed Peas w przerwie, bo zagrali  "I gotta feeling", kawałek przy którym Pan X i ja zdzieraliśmy sobie gardła jeżdżąc samochodem po Nowym Orleanie. Słuchaliśmy wówczas tej piosenki non stop. Do przysłowiowego zarżnięcia. Więc w czasie Super Bowl wzięło mnie na wspomnienia.

W niedzielę 3 lutego kolejny finał. Niestety znów mam luki w pamięci. Znaczy przypominam sobie, że zawodnik musi biec z piłką do jednej linii dziesięć jardów i jak dobiegnie to dobrze, bo drużyna może biec dalej. Ale mówiąc szczerze nie bardzo przejmuję się dziurami w głowie, ponieważ sami Amerykanie nie do końca orientują się w temacie. Widziałam niedawno w telewizji program, w którym pokazywano, że w USA są kursy, na których można nauczyć się zasad gry. Ale nie żeby grać, tylko żeby wiedzieć. I ludzie mówili, że zapisali się na takie szkolenie, dlatego, że chcą na wspólnym oglądaniu u znajomych błyszczeć wiedzą i brać udział w dyskusji, np. który z graczy jaki popełnił błąd. No cóż każdy lubi być ekspertem;)

W amerykańskich sklepach od paru dni futbolowy szał. Ciasta w kształcie futbolowej piłki, gadżety z nazwami drużyn biorących udział w finale no i przede wszystkim mnóstwo piwa i mnóstwo skrzydełek kurczaka. Ze statystyk wynika, że w czasie imprez najwięcej idzie piwa i skrzydełek. A tak przy okazji - wiedzieliście, że Amerykanie nie lubią końcówek i ich nie jedzą? Dlatego w ofercie są głównie takie pół skrzydełka albo może dwie trzecie skrzydełka (nie wiem jak to nazwać). W każdym razie, końcówki idą na eksport. Do Azji, bo Chińczycy lubią.

Finał jest w niedzielę wieczorem a w poniedziałek trzeba iść do pracy. W związku z tym, że mecz ogląda ponad sto milionów Amerykanów, naród uznał, że poniedziałek po finale powinien być świętem i dniem wolnym od pracy. Powstała nawet internetowa petycja w tej sprawie na stronie Białego Domu. Jeśli podpisze się pod nią sto tysięcy osób, administracja Baracka Obamy będzie musiała ją rozpatrzyć.  Podpisy będą zbierane prawie do końca lutego. Możecie na nią zerknąć tutaj. Kiedy publikowałam ten post, uzbierało się ponad 13 tysięcy zwolenników.    



P.S. Nie jestem w stanie pisać na blogu tak często jak bym chciała. Ale zapraszam Was bardzo na mój fanpage Ameryka i ja na Facebooku. Tam odzywam się krótko niemal codziennie, przy okazji umieszczania różnych zdjęć. Dotyczących Ameryki rzecz jasna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.