21 stycznia, 2013

Inauguracja, to dziś


Ostatni weekend w centrum Waszyngtonu to zmaganie się z korkami, pozamykanymi ulicami, barierkami oraz betonowymi blokami ustawionymi wzdłuż głównej ulicy prowadzącej na Kapitol.  I choć tym razem, na zaprzysiężenie Baracka Obamy nie wybiera się rekordowa liczba miliona ośmiuset tysięcy osób (jak cztery lata temu), a sześćset, w porywach do ośmiuset tysięcy, to i tak czuć w stolicy USA energię i podekscytowanie tłumu. Nie ma tu bojówek, oszołomów czy krzykaczy, że prezydent jest taki czy siaki. Jak się komuś prezydent nie podoba, to sobie gada o tym co najwyżej w domu. W Ameryce po prostu szanuje się sam urząd i tradycję zaprzysiężenia. To święto i powód do dumy. Naprawdę można wiele rzeczy mówić o Amerykanach, ale szacunku do własnego kraju, respektowania zasad oraz tego przekonania, że bycie obywatelem tego państwa, to coś najlepszego na świecie, można im tylko pozazdrościć. Na mnie przynajmniej robi to wrażenie.

Niedziela była wyjątkowo słoneczna i piękna. Tysiące waszyngtończyków a także gości przemierzały ulice i skwery stolicy podążając w kierunku Kapitolu. Nawet jeśli nie ma się ochoty na stanie w tłumie w dniu zaprzysiężenia, tylko wybiera się wygodniejszą opcję obejrzenia ceremonii w domu, na kanapie, przed telewizorem, to jednak jest w człowieku taka chęć, by zobaczyć to wszystko na własne oczy. Enjoy!




Na zdjęciu poniżej widzicie tzw. live positions, czyli stanowiska dla stacji telewizyjnych do nadawania na żywo. Stąd dziennikarze nadają relacje, a w tle, za plecami mają Kapitol. Tu między innymi stanowiska stacji MSNBC.


A tutaj stanowisko telewizji CNN. Nie na budynku, tylko na trawniku. Ludzie wszędzie zachowują się tak samo. Machają do kamery;)


Zwróćcie uwagę na podłoże. Teren przed Kapitolem czyli National Mall, który jest ciągnącym się na ponad kilometr trawnikiem, wyłożono specjalnymi płytami z tworzywa. Prawdopodobnie na wypadek deszczu, by ludzie nie grzęźli w błocie.



A tu oszklona, kuloodporna trybuna przed Białym Domem, z której prezydent Barack Obama będzie oglądał uroczystą paradę na swoją cześć. Rusztowania, barierki i tymczasowe konstrukcje zwodzą przyjezdnych. Czy to Biały Dom? - pytał mnie jakiś Azjata, nie mając pewności, czy ten schowany z tułu budynek to siedziba prezydenta USA.



3 komentarze:

  1. świetny pomysł z tymi specjalnymi płytami na ziemi!
    Chciałabym tez móc zobaczyć takie zaprzysiężenie na własne oczy... I zgadzam się z Tobą całkowicie: możemy zazdrościć Amerykanom tego, ze mają taki szacunek do własnego kraju i że zawsze są dumni, że są obywatelami właśnie tego państwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywoście masz rację. Powinniśmy się jeszcze wiele nauczyć.

      Usuń
  2. Masz bardzo interesującego bloga ! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.