06 grudnia, 2012

Regifting czyli podaj prezent dalej


 -Czy on myśli, że jesteśmy biednymi imigrantami z Polski, dlatego trzeba nam dać trochę klusek? - spytał Pan X kiedy odpakowywaliśmy świąteczne prezenty od sąsiada. Jeden z upominków stanowił makaron.

-No bywał u nas w domu, gotowaliśmy dla niego po polsku, chyba wie, że wystarcza nam na jedzenie - odpowiedziałam.
-Wywal. Pewnie wygrzebał to gdzieś w Marshallsie (sieć sklepów z przecenionym towarem).
-Ale to dobry makaron. Nie jest przeterminowany!
-I będziesz go jadła z tym? - dopytywał Pan X oglądając słoiczek z kupną konfiturą z jagód, która również była prezentem.
-No przecież możemy spróbować tego dżemiku skoro nam dał.
-Jasne możemy też podjeść sobie i tego, o ile wcześniej rozwalimy te skorupy - przewrócił oczami Pan X odkładając torbę z migdałami w łupinach, by zająć się czymś w papierze i czymś w kartonie.

-Ciekawe ile to przeleżało w jego szafie? - zastanawiał się chwilę później, obracając w dłoni świecę w kształcie choinki. Biała świeca była owinięta w przezroczystą folię (trochę złachaną).
-Mogę w sumie ją zapalić. Jest nieużywana - mówiłam.
-Wywal - rzekł krótko Pan X.

Do odpakowania został jeszcze jeden prezent. Największy. 
-Wywal to natychmiast! -  Pan X instruował mnie tym razem jak jakiś obersturmbannführer.
W kartonie, który zapewne przechodził już z rąk do rąk kilka razy, znajdował się ozdobny wieniec świąteczny. Taki do powieszenia na drzwiach.
-W sumie nie jest najbrzydszy - stwierdziłam.
-Do Koszalina z tym! (czytaj do kosza).

Pan X, który urodził się w Polsce i w Polsce spędził większość swojego życia, zdecydowanie nie akceptował regiftingu (przynajmniej w wydaniu amerykańskiego sąsiada). Sąsiad skorzystał bowiem z okazji i prawdopodobnie pozbył się z domu zbędnych klamotów. Niestety zrobił to w taki sposób, że obdarowani (w tym przypadku my) nie mieli wątpliwości, że upominki były efektem przetrząśnięcia szafy a nie wypadu do sklepu.

Z ostatnich badań wynika, że 83 procent Amerykanów nie ma nic przeciwko temu by dostać prezent, który wcale nie został kupiony z myślą o nich. Rzecz w tym, że sąsiad po prostu olał kwestię podniszczonej folii, w którą była zawinięta świeca. Zignorował też fakt, że karton od wieńca się przykurzył, oraz że przezroczyste torby, w których znajdowały się kolorowy makaron i migdały w łupinach też nie wyglądały świeżo (do słoika z konfiturą nie mogę się przyczepić).

Reasumując, sąsiad nie wziął zupełnie pod uwagę tzw. etykiety, która obwiązuje w regiftingu.  A zasada (wg. amerykańskich znawców tematu) jest taka : jeśli daje się komuś coś, co samemu wcześniej się dostało, należy zrobić to tak, by obdarowany nie miał o tym pojęcia. I trzeba wysilić się przy pakowaniu. Skoro zaoszczędziło się na prezencie, nie można żałować na ładne opakowanie.

Obfitego Mikołaja! Z pierwszej ręki!;)

****

ps. Zanim opublikowałam ten tekst, dałam go do przeczytania Panu X (w końcu dużo tu o nim). Pan X poszedł natychmiast do kuchni i wrócił z konfiturą sąsiada, podstawiając mi ją pod nos.
-Przez rok jej nie ruszyłaś, może dziś zjesz? A może chcesz podarować komuś innemu? - powiedział z dziką radością. 
- ... (moje milczenie)
-No i napisz, że ja mu dałem piękny kosz z dobrymi, polskimi produktami, bo dbam o wizerunek Polski za granicą. Ok?
-Ok!
Pan X odmaszerował zadowolony. Po drodze wrzucił słoik do kosza.

12 komentarzy:

  1. Pierwsze słyszę o regiftingu, ale dobrze wiedzieć, że nie jest to tutaj jakieś faux pas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pan X to niezły agent

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie agent;) Źle się ostatnio kojarzy...

      Usuń
  3. Dobre :-)
    Ktoś chce stary, trochę niedziałający wzmacniacz? Ładnie go opakuję!!

    OdpowiedzUsuń
  4. W PL tez to znane. Ja mam dwie polki prezentow ktore mi sie nie podobaja i pewno pojda na regifting. Zasada jest aby nie dac tego prezentu temu od kogo sie dostalo i dlatego podpisuje na kazdym od kogo bylo. Nie jest ta tradycja taka zla. Np dostalam dosyc drogi zestaw porcelany w Macys...ale nie w moim guscie. Znajoma ktora uwielbia takie retro wzorki byla zupelnie zachwycona .
    Napewno nie daje sie zywnosci itp co opisalas. Zmiencie sasiada!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Sąsiad po prostu olał zasady:)

      Usuń
    2. Zywnosc tez moze byc, ale z wiekszym wyczuciem. Np ciekawy recznie robiony makaronik z importowanym sosem i butelka wina. Czemu nie? Ale dzem z makaronem i migdalami to mieszanka, ktora od razu daje znac skad pochodzi :)

      Usuń
  5. Podoba mi się taki regifting! Bardzo fajny pomysł, szczególnie na te wszystkie nietrafione prezenty, z którymi potem nie wiadomo co zrobić. A tu można ładnie zapakować i dać komuś innemu, można komuś sprawić radość:)
    PS. nigdy nie słyszałam powiedzenia "Do Koszalina z tym!", ale bardzo mi się podoba:) A na marginesie- pochodzę właśnie spod Koszalina, a dokładnie z Kołobrzegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszalin nie jest raczej rozpowszechniony szerzej:)

      Usuń
  6. U mojego meza w rodzinie od lat pod choinke trafia ta sama para skarpetek i przeterminowany juz sloiczek peach salsy - ciekawe na kogo tym razem trafi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że nie trafi do Ciebie w tym roku:)

      Usuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.