Ameryka i ja: Amerykanie nie piją herbaty

30 listopada, 2012

Amerykanie nie piją herbaty


U mnie w domu zawsze było tak: do śniadania herbatka, do kolacji herbatka, w międzyczasie herbatka. Dziś z resztą jest podobnie : do śniadania herbatka, do kolacji herbatka, w międzyczasie herbatka (czarna z cytryną i cukrem). Amerykanie - ogólnie rzecz ujmując - herbatki mają gdzieś. Piją te swoje lurowate kawy, napoje gazowane albo wodę. W ogóle mam wrażenie, że strasznie dużo piją. I nie chodzi mi o alkohol. Czasem wydaje mi się, że są bardziej spragnieni niż reszta świata (zapewne kojarzysz te wielkie kubki z colą).

W restauracjach kelnerzy od razu przynoszą wodę (zazwyczaj kranówę) i jak tylko wypije się pół szklany (bo nie jest to standardowa, polska szklanka tylko większa), to zaraz ktoś przychodzi i dolewa. Na zajęciach z fotografii, na które chodziłam, właściwie każdy pojawiał się albo z pojemnikiem z wodą, albo z termicznym kubkiem. To nic, że spotkania trwały tylko dwie i pół godziny. Picie musiało być. Rozumiem, że pan, który uczy, musi czasem przepłukać zmęczone gardło. Ale dwa baniaczki z czymś tam na stole? Dwa?!

Wracając do herbatki. Jeśli na lotnisku w Ameryce zamarzy mi się szybka czarna z cytryną (taka w papierowym kubku) to muszę mieć szczęście, żeby cytryna była. Zazwyczaj nie ma. W Starbucksie podobnie. Cytryny niet. Tak samo w popularnych sieciówkach hotelowych. Cytryny niet. Za to lodu są tony. Ile dusza zapragnie.

-Czy Amerykanki dają swoim dzieciom do popijania herbatę? - pytam mojej polskiej znajomej, która ma kilkuletnią córkę (urodzoną w Stanach).
-Co ty.
-To co dają?
-Wodę, sok, mleko.
-Ty też nie dajesz herbaty?
-Ja daję.

Znajoma, która jest miłośniczką kawy i od niej zaczyna dzień, herbatą jednak nie gardzi (z cytryną). Ale życie w Stanach robi swoje. Znajoma ma swój baniaczek i codziennie, zanim wyjdzie z domu, napełnia go wodą (nie uległa jednak modzie na jedzenie w tygodniu z papierowych talerzy). W tym miejscu muszę przyznać uczciwie, że sama również rozważałam zakup baniaczka czy pojemnika (jak zwał, tak zwał). W CVS, czyli sieciówce, w której znajdują się apteka, drogeria, chemia i trochę drobiazgów uległam po prostu czarowi kilku kolorowych modeli.

-Ten jest fajny!
-I po co ci to? - pytał Pan X.
-Do napojów. O! Ten różowy ma w środku wkładkę! Mogę ją sobie zamrozić i mieć długo zimne picie.
-I będziesz z tym chodzić po mieście?
-Nie będę...

14 komentarzy:

  1. :)Ogólnodostępne poidełka z sikającą zimną zawartością,mieszanie kaszki błyskawicznej z(b.dobrą)kranówką dodam do Twoich doświadczeń. W Grecji chęć napicia się herbaty powoduje pytanie "a co ty chory jesteś"

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam i popijam...herbatę. O tej porze (10:40 CET)jeszcze zieloną i czarną. Po południu już nie, bo za bardzo mnie nosi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam i popijam kawkę...z expressu oczywiście:) Wieczorkiem to już woda mineralna i herbatki w rozmaitym wydaniu;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O rety, ja jestem tak samo herbaciana jak Ty! Muszę przyznać, że faktycznie w sieciówkach z gorącą herbatą krucho (bo przecież ice tea dostanie się wszędzie), ale za to jest sporo sklepów specjalistycznych z dużym wyborem herbat i akcesoriów do zaparzania :) I dzięki temu w moim domu zawsze jest np. moja ulubiona biała herbata z jaśminem, o której mój mąż twierdzi, że po prostu śmierdzi, a ja uważam, że pachnie cudownie, a jeszcze lepiej smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tez ubolewam nad brakiem cieplej herbaty 'na miescie',w domu mam zapas kilku roznych herbat i pijej kilka dziennie. A co do napojow na wynos to uleglam modzie i mam termiczny kubek i czasem robie kawke na wynos. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma to jak dobra, słodka, herba z cytrynką. I kocyk. I telewizor. Woda kranówa...fujjjjj.

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę Wam powiedzieć, że mam mało wyszukany smak w kwestii herbaty. Najbardziej smakuje mi Lipton, plus plaster cytryny i dwie porządne łyżeczki cukru;) Aha i kubek nie może być za wielki, bo wtedy herbata jest za słaba.

    OdpowiedzUsuń
  8. Myslalam ze te zimne napoje popularne w Kalifornii bo tutaj jest cieplo. Wynika ze i w zinym klimacie tez pija .
    Nic dziwnego ze pol Amerki jest "constipated" ( jak to elegancko po polsku)
    Co do herbat...to pojawilo sie wiecej niz 20 lat temu. Co wiecej pare gatunkow wozilam do PL dla brata!

    OdpowiedzUsuń
  9. ja z kolei w druga strone. do sranow wozilam herbate z polski, dla siostry :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha, mi amerykański Lipton też na początku nie smakował, wydawał się inny i przywoziłam z Polski albo ktoś mi przysyłał. Ale teraz już się przyzwyczaiłam i jest ok;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehe... Nasza październikowa wizyta w Kalifornii zaczęła się od :" napijecie się czegoś? - tak herbaty, jak można to z cytryną..." Herbata odnaleziona u babci, woda prawie zagotowana w mikrofali i limonka prosto z drzewa :) I to była ostatnia herbata :) Dobrze że lubię wodę bardziej od herbatki hehehe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbata z limonką - dla mnie nie do przejścia:)

      Usuń
  12. Faktycznie, colę i inne napoje to piją co chwilę:) Pamiętam, ze moja host family miała odrębna lodówkę w garażu tylko na napoje! A herbatę mieli (tylko Lipton), i jedno pudełko wystarczało im może na rok. Oczywiście, żeby się napić herbaty trzeba było gotować wodę w małym garnczku, bo czajnika nie było:)
    We Włoszech jest tak samo, też herbaty nie piją, bo twierdzą,że tylko jest na zimę albo jak brzuch boli. Ewentualnie w szpitalu:) Piją za to 10 razy dziennie kawę, ale ja z Polski przywożę sobie najróżniejsze rodzaje i piję rano, w dzień i wieczorem- w lecie i w zimie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, w amerykańskich domach są często więcej niż dwie lodówki:)

      Usuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.