Ameryka i ja: Przed huraganem

28 października, 2012

Przed huraganem


Udało nam się wyszarpać jakąś zgrzewkę wody. Najszybciej z półek znikała ta tania, droga jak wiadomo, w drugiej kolejności. Sandy ma nadejść w poniedziałek. Pod drzwi mieszkania zarządca budynku wrzucił instrukcję z informacją, w jaki sposób przygotować się do huraganu i jak zachowywać się w trakcie.


Przeżywaliśmy to już wcześniej, ładowaliśmy do koszyka wodę, jedzenie i latarkę. Ganialiśmy po  markecie z innymi, robiąc zapasy na zaś. Na szczęście nigdy specjalnie nie odczuliśmy skutków. Wprawdzie gwizdało za oknem i wiało i raz przez kilka godzin nie było w budynku prądu, ale to przecież nie kataklizm.

Najgorzej mają ci, którzy mieszkają w domach wolnostojących. Mogą się tylko modlić, żeby nie zwaliło im się na budynek drzewo albo żeby nie zwaliło się do ogródka. W Polsce od takich zadań jest darmowa straż pożarna. Straż po prostu przyjeżdża i usuwa konar. W Ameryce nie ma nic za darmo. Jeśli więc nie kupiło się wcześniej odpowiedniego ubezpieczenia, za usunięcie trzeba zapłacić z własnej kieszeni. Nawet kilka tysiączków dolarów.

Aha, w takich momentach doceniam fakt posiadania gazu, nawet jeśli nienawidzę szorować kuchennych kratek, które nie wiem dlaczego bywają w USA jasnoszare (wiadomo jak wyglądają, jeśli ich się nie szoruje regularnie). Jeżeli nie daj Boże zwali się coś na "moją" linię i prądu nie będzie dłużej niż kilka godzin, to przynajmniej ciepła woda i ciepłe jedzenie gwarantowane.




 

5 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki, żeby i tam razem obyło się bez kataklizmu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie zawialo a juz wieje PRL-em :) Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymajcie się z Panem X !! I napisz szybko!! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję,że wszystko dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, Lee! Jak tam? Dajecie radę? Widziałem zdjęcia -wygląda to nieciekawie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.