Ameryka i ja: Oko w oko z ... niedźwiedziem. W Aspen

31 lipca, 2012

Oko w oko z ... niedźwiedziem. W Aspen


Jeżeli ktoś mi powie, że po ulicach Aspen nie chodzą niedźwiedzie, to mu powiem: Nie piernicz. Chodzą!
Jechaliśmy samochodem, gdy Pan X rzekł :
- O co tu chodzi, o co tu chodzi?

W centrum Aspen, tu gdzie znajdują się kafejki, bary i restauracje a także butiki Prady, Gucciego i Diora kłębili się ludzie, którzy dzierżyli w dłoniach albo komórki albo porządne aparaty z lufami. Wszyscy trzaskali foty. Ile wlezie.
-Kogo oni fotografują? - dopytywał Pan X.
-Może jest tu jakaś gwiazda? - odparłam.
Głowy chodziły nam dookoła, bo chcieliśmy zobaczyć kim jest ta sława.
-A może to jakaś sesja? Celebryta w gaciach na tle gór? - stwierdził Pan X, by dosłownie sekundę później wykrzyczeć: Jasny gwint! Niedźwiedź na drzewie!

Z wysokości trzech, może czterech metrów zwisały nogi a raczej łapy misia (w każdym razie, chodzi mi o to z tyłu). Korpus ciała prześwitywał z pomiędzy liści. To był najprawdziwszy w świecie niedźwiedź, który był uczepiony drzewa.
-Wszedł tu prawdopodobnie w nocy - powiedział policjant, z którym rozmawialiśmy kilka chwil później stojąc na chodniku i cykając foty jak reszta społeczeństwa. Uściślając, to Pan X głównie cykał i jemu możecie podziękować za dokumentację fotograficzną. Panu X miś bardzo przypadł do gustu i mówił na niego cały czas yogi. Żałował tylko, że nie może podejść wystarczająco blisko.
-Ale co będzie z niedźwiedziem?
-Mamy nadzieję, że zejdzie sam - odparł policjant.

Miś co chwilę zmieniał pozycję, męczył się biedak najwyraźniej. Był pewnie i zmęczony i przerażony. Wokół było trochę policji i jeszcze więcej gapiów. Każdy chciał zobaczyć misia w centrum kurortu, na dodatek na drzewie. I pani z trójką małych dzieci, i pan z sygnetem, który zdawał przez telefon komuś relację z tego co widzi, i starsze małżeństwo, któremu trafiła się taka atrakcja podczas wakacji.
- Czasem się to tu zdarza - powiedział policjant.

I niech mi ktoś powie, że po ulicach Aspen nie chodzą niedźwiedzie!;)








ps. Nie wiem czy miś zszedł sam, czy trzeba było mu pomóc. Postaliśmy jakiś czas i pojechaliśmy dalej. Kilka słów o samym Aspen w stanie Kolorado i oczywiście zdjęcia z kurortu, w kolejnym wpisie. Do miłego!

5 komentarzy:

  1. Miś jak miś, ładne pagórki w tle, ciekawe z czego żyją tamtejsi górale ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Super przygoda! Ciekawie opisana i sfotografowana! Pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtek, dzięki! Przygoda rzeczywiście się trafiła;)

      Usuń
  3. Wy to macie szczęście! Nawet niedźwiedzia na drzewie zobaczycie! I to gdzie!
    Pozdrawiam Was z krainy zwierzątek mniej egzotycznych.
    ps. najbardziej gryzą komary.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas to sie zdarza w miescie ale nigdy nie mialam szansy widziec misia na drzewie. Zwykle sie dowiaduje z dziennika TV.
    Ale mieliscie szczescie. Kapitalne zdjecia
    Amcapol

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.