03 maja, 2012

Starbucks Coffee

Jakiś czas temu mądry pan na łamach jakiegoś portalu (nazwy nie pamiętam) radził Amerykanom w jaki sposób rozsądnie gospodarować budżetem i ograniczyć wydatki. Ekspert wyliczył ile przeciętny John wydaje na drobne przyjemności, które w skali roku idą w tysiące dolarów. Do takich wydatków zaliczył między innymi codzienną kawę w Starbucksie. Kawowa sieć nie była pewnie zachwycona tą analizą. Aż dziw bierze, że nie pozwała mądrego pana do sądu ( jak to w Ameryce) za ewentualne straty. No ale, mniejsza z tym.

Napiwek w restauracjach, kawiarniach i barach w USA jest  - jak pisałam już kiedyś - "dobrowolnym obowiązkiem". W Starbucksie ta zasada nie obowiązuje, ale oczywiście tip wrzucony do pojemniczka przy kasie jest mile widziany. Pojemniczek stojący tam "od zawsze" po pewnym czasie staje się jednak niewidzialny i mało kto zwraca na niego uwagę. Co zrobić?  Oczywiście wykorzystać miłość Amerykanów do sportu:)

Ostatnio w Starbucksie Pan X i ja widzieliśmy taki oto obrazek. Dwa pojemniczki na drobne ustawiono niemal przed samym nosem kupującego (na blacie nie było już w zasadzie wolnego miejsca). Przy pojemnikach oznaczonych nazwami zespołów umieszczono kartkę z pytaniem "Której waszyngtońskiej drużyny jesteś większym fanem?" Sprytne, prawda?:)




Wracając do opinii eksperta. W związku z tym, że nie jestem uzależniona od kawy i pijam ją raz na jakiś czas, to nie dla mnie były te wskazówki. Rada przydała się jednak Panu X, ponieważ był moment, iż zaglądał do Starbucska codziennie. Korzyści z tego były wątpliwe, bo po pierwsze - kawa szła w boczki ( Pan X gustował w kalorycznej bombie White Chocolate Mocha), bo drugie - kosztowała ponad 3 dolce (najmniejsza wersja) czyli rujnowała budżet (powoli i niepostrzeżenie).

Pan X wdrożył więc w życie program eksperta i przestał chadzać do Starbucksa każdego dnia, przerzucając się dodatkowo na gorzką kawę bez dodatków ( za dolara z hakiem).  Na White Chocolate Mocha pozwala sobie tylko czasami, od święta. Oczywiście marzy o niej okrutnie. Jednak w związku z tym, iż od niedawna znów obsesyjnie liczy kalorie (który to już raz), to najzwyczajniej w świecie musiał o swojej kawce zapomnieć. Bardzo mi przykro:)

 

9 komentarzy:

  1. Mam wrazenie ze Pan X cierpi. Zapraszam Pana X na kawe do mnie. :) Nie bedzie kosztowac tak jak w Starbucks, moze bedzie nawet smaczniejsza, a nie idaca tak w boczki. :) Poza tym, boczki sa nieszkodliwe, no chyba ze sie ma parcie na szklo i z tym szkielkiem sie chce zwiazac w przyszlosci :)

    Co do ceny kawy, to nigdzie nie widzialam drozszych kaw od tych w Wiedniu. Kaw a menu od liku i wszystkie pozyzej 2.5 Euro. A tam sie pije conajmniej kilka kaw dziennie. I to sa kawy, a nie takie napoje jak wiekszosc tych napojow kawowych w Starbucks. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie o szkle nie ma mowy! Ale dobrej kawy Pan X nie odmówi:) Fakt, w Stabucksie to są napoje...

      Usuń
  2. Pan X da radę :) trzymam za Niego kciuki!
    a przy dobrym układzie święto może być raz w tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Pana X za wsparcie:)

      Usuń
  3. Diety są głupie...
    moim zdaniem Pan X powinien wyznawać zasadę najpierw masa potem rzeźba.

    Nawiązując do Starbucks, to na Tour de Pologne w zeszłym roku spotkałem Amerykanina (z Czikago) i zaczęliśmy rozmawiać. (oczywiście z moim angielskim rozmowa musiała wyglądać prze komicznie ale nie o to chodzi :D)
    Najpierw kompletnie nie mogłem zrozumieć o co mu chodzi, bo wydawało mi się to dziwne i pomyślałem, że coś źle sobie tłumaczę, dopiero gdy wyciągnął kilka torebek to zrozumiałem, że to nie żart. Facet kolekcjonował torebki z Starbucks z różnych miast na świcie ; )
    A na Tour trafił przypadkiem, bo akurat 2 dni był w Polsce Warszawa - Kraków.

    pozdrawiam Lee ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomku, czasem trzeba iść na dietę, gdy obwód pasa robi się niebezpieczny... Co do kolekcjonowania różnych rzeczy, to słyszałam o takim gościu, który zbiera naklejki z bananów, więc torebka ze Stabucksa w ogóle mnie nie dziwi:)

      Usuń
  4. Czasem te male przyjemnosci sa wiecej warte niz Lexus z drogimi opcjami. Jak przeliczyc radosc czytańia dobrej ksiazki z kawka czy spotkania z kolezankami na tarasie Starbucks w sloneczny dzien...sadze ze to tansze niz Prozac !
    Zycie jest krotkie , nie dajmy sie zwariowac, cieszmy sie malymi przyjemnosciami.Pan X moze zmienic menu ale niech nie rezygnuje z calego doswiadczenia kawowego. Sama bylam wielbicielka Starbucks ale stwierdzilam ze w ostatnich latch przeszli z quality na quantity ( jakosc na ilosc) wole teraz Peet's coffee czy inne male kafejki, jednak cale kawowe doswiadczenie dalej pozostaje przyjemnoscia i rozrywka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, też lubię sobie posiedzieć z książką w kawiarni. Mówimy tu jednak o takim szybkim wpadaniu każdego dnia i zabieraniu kubka ze sobą by biec dalej.

      Usuń
  5. Lee "Mówimy tu jednak o takim szybkim wpadaniu każdego dnia i zabieraniu kubka ze sobą by biec dalej."
    heh, to Pan Lee nie ma się o co martwić skoro to podczas treningu biegowego :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.