Ameryka i ja: St. Regis

22 maja, 2012

St. Regis


Kiedy zainteresuje mnie jakaś historia, zapadam się w nią bez reszty. Czytam wszystko co się da. Niestety bywa tak, że zajeżdżam temat jak ulubioną piosenkę, której w pewnym momencie nie mogę już słuchać, bo leciała zbyt wiele razy pod rząd. Z setną rocznicą zatonięcia Titanica było podobnie. Oglądałam wystawy, filmy i czytałam. Kupiłam cztery książki. Ale w całości przeczytałam trzy. Czwartej nie dałam już rady. Titanic mnie znużył.

Jednak dzięki okrągłej rocznicy wpadły mi w ręce powieści, które zaprowadziły z kolei do miejsc, obok których przechodziłam już wcześniej, nie zwracając na nie specjalnej uwagi. Takim odkryciem był hotel St. Regis w Nowym Jorku przy Piątej Alei (wejście od 55 ulicy). Hotel został zbudowany na początku XX wieku przez Johna Jacoba Astora IV, który w owym czasie był jednym z najzamożniejszych ludzi w Ameryce. 47-letni Astor, choć był najbogatszym pasażerem na pokładzie Titanica, nie przeżył katastrofy. Zdołał wsadzić do szalupy ratunkowej swoją nową, 19-letnią żonę, ale sam miejsca w niej nie dostał i zginął.

Hotel St. Regis zalicza się do jednego z najbardziej luksusowych i najstarszych na Manhattanie. Cena w apartamencie prezydenckim wynosi ponoć 30 tysięcy dolarów za dobę. Piszę ponoć, bo opieram się na tym, co wyczytałam jakiś czas temu, w którejś z amerykańskich gazet. Będąc ostatnio w Nowym Jorku Pan X i ja odważyliśmy się wejść do tego hotelu. Nie byliśmy chyba pierwszymi ludźmi, którzy wpadli na taki pomysł, ponieważ pani w recepcji ani nas nie wyprosiła, ani nie protestowała, gdy zaczęliśmy robić zdjęcia w holu.

Lobby z sufitem pokrytym freskami oraz schodami z marmuru, które prowadzą na wyższe kondygnacje nie zmieniło swojego wyglądu od czasu śmierci Astora.  Podobno nie tknięto też biblioteki z tysiącami książek, które zostały po milionerze. Ale tego nie mogę potwierdzić, bo biblioteki nie widziałam.

W hotelu było pusto i cicho. Nie dochodził tu zgiełk Manhattanu a czas jakby stanął w miejscu. W środku czułam się jednak nieswojo. Na pewno onieśmielał mnie fakt, jak bardzo luksusowo tu było. Nie zabawiliśmy więc w lobby zbyt długo. Kilka zdjęć  i wróciliśmy z powrotem na Piątą Aleję, wprost do XXI wieku.






4 komentarze:

  1. No i znowu coś ciekawego,co trudno wyszperać w przewodniakch o Nowym Jorku. Dziękuję!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe i nowe informacje dla mnie.Sadze ze gdybym nawet miala miliony aby mieszkac w tym hotelu to wybralabym inny. Luksusowo i samotnie.
    Moze Trump probowal dorownac w swojej Trump Tower wyzlacajac wszystko co mogl i dajac litere T gdzie tylko mogl.Kompleks nowobogackiego?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! Napiszę wkrótce o Trumpie i jego budynku, mam coś w zanadrzu;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekamy Lee !

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.