Ameryka i ja: Memorial Day

28 maja, 2012

Memorial Day


Ktoś komuś czyścił buty - za pieniądze, ktoś używając starej maszyny, naszywał na bluzy emblematy z odpowiednimi znakami - też za pieniądze, ktoś rozdawał Biblię z motorem na okładce - za darmo. W powietrzu mieszał się aromat mięsa smażonego na grillu z zapachem nowych, skórzanych kamizelek za 30 dolarów i więcej, we wszelkich możliwych rozmiarach. Kramy stały kilka kroków od Departamentu Stanu, w którym na co dzień urzęduje Hilary Clinton. 

W ostatni weekend maja Waszyngton staje się tradycyjnie miastem motocyklistów, którzy przybywają do stolicy dosłownie zewsząd i biwakują niemal wszędzie ustawiając w rzędach lśniące, wypucowane Harleye. W poniedziałek w Ameryce przypada Memorial Day, który jest hołdem dla poległych na wojnach. Rok temu pisałam już o idei tego święta oraz wspominałam dlaczego dziesiątki a może i setki tysięcy motorów przetaczają się przez stolicę. (Wpis znajdziecie tutaj.)

Dla mnie, przybysza z Polski, który mieszka w Waszyngtonie od prawie trzech lat, widok weteranów a często po prostu starszych panów w skórzanych kamizelkach, wytartych jeansach, którzy na Harleyach przemierzają powoli ulice DC w towarzystwie kobiet w swoim wieku a nie nastolatek, jest ciągle niezwykle egzotyczny. Nie mam jednak śmiałości robić im zdjęć z bliska. Nie wypada.



 
Waszyngton jest miastem muzeów i pomników. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca w Ameryce, z taką ilością monumentów, rzeźb czy skwerów poświęconych ludziom zasłużonym dla USA. Przy Vietnam Veterans Memorial, który jest wielką, długą ścianą z nazwiskami żołnierzy poległych albo zaginionych w Wietnamie, widziałam osobliwą scenę. Kilku starszych już panów ustawiło przy ścianie wieniec, salutując w tym samym momencie. Potem otworzyli puszkę piwa i biorąc po kilka łyków, przekazywali ją sobie z rąk do rąk, oddając w ten sposób hołd przyjacielowi, który zginął na wojnie. Następnie zgnietli puszkę, położyli pod wieńcem i poszli.  


5 komentarzy:

  1. W Amryce wszystko wypada-trzeba bylo cyknac wiecej zdjec! amerykanie to narod na luzie! Swietne fotki! Pozdrawiam z Nowej Anglii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby naród na luzie ale nikt nie lubi raczej, gdy mu się robi portrety bez pytania;) Też pozdrawiam z Waszyngtonu!

      Usuń
  2. Tak szkoda, że tak mało zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bikers to jak religia w USA. Maja swe grupy w zaleznosci od tego na czym jezdza ( Harleys czuja sie lepsi), skad pochodza itd
    Ich motocykle to dzielo sztuki, wypucowane, w mnostwem dodatkow.
    Bylam raz na zjezdzie w Hollister i w Palm Springs. Bardzo ciekawe i rozrywkowe.
    Kapitalne zdjecia zrobilas, dzieki.
    Amcapol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki;) Motorów naprawdę było mnóstwo!

      Usuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.