Ameryka i ja: Samoobsługa na farmie. To działa

30 kwietnia, 2012

Samoobsługa na farmie. To działa


Droga była właściwie pusta, czasem przejechał jakiś samochód. Mijaliśmy na przemian pola i lasy oraz niepozorne domy, które czasem przypominały baraki a czasem wiejskie chatki. Nie było ogrodzeń i płotów (jak to w Ameryce) tylko trawniki z równo przystrzyżoną trawą, które nie wyznaczały żadnej granicy. Na gankach stały fotele albo huśtawki, ale nikt na nich nie siedział.


Od głównej drogi biegły czasem mniejsze dróżki. Zdarzało się, że stały przy nich drogowskazy z informacją dokąd prowadzą. Raz były to owocowe sady nazywane w Ameryce farmami, raz christmas tree farms czyli gospodarstwa nastawione na hodowlę a może raczej produkcję bożonarodzeniowych drzewek.  Fajnie by było tu wrócić przed świętami i wybrać sobie idealną, świeżą choinkę, zamiast kupować w sklepie niedaleko domu - taka naszła nas myśl.

Wracaliśmy z winnicy obserwując przez szybę świat. Z głośników wydzierał się Axl Rose śpiewając "Welcome to the jungle". Utwór ze składanki z największymi hitami Guns N' Roses w ogóle nie pasował do krajobrazu, ale nie można w kółko przecież słuchać Adele. Minęliśmy szybko namalowany odręcznie szyld "asparagus". Był to kawałek deski przyczepiony do wysokiej sztachety, podobny do tych, które widzieliśmy już wcześniej mijając przydrożne, tanie bary.

-Zawracamy? - zapytał Pan X, kiedy "asparagus" zdążył już śmignąć nam przed oczami. Kilka chwil później jechaliśmy wąską, polną dróżką prowadzącą do jakiegoś gospodarstwa otoczonego dużą ilością choinek. Była to najwyraźniej christmas tree farm, na której hodowano też szparagi. Przy chacie nikogo jednak nie było. W oddali chodził jakiś człowiek w gumiakach, ale nie zwracał na nas uwagi. Tu - jak się okazało - była samoobsługa. Prawie jak w amerykańskim markecie Safeway.

Przed wejściem do budynku stały kartony a w nich ułożono zielone szparagi w workach różnej wielkości. Na tablicy obok ktoś wypisał kredą ceny i umieścił informację by pieniądze wrzucić do skrzyni. Wybraliśmy więc sobie worek za kilka dolarów, wrzuciliśmy banknot (pobierając resztę) i odjechaliśmy w siną dal. Nikogo to nie obchodziło.

Czy taka "samoobsługa" byłaby możliwa w Polsce? Raczej nie. Przynajmniej nie dziś. Polski gospodarz, który stawia na schodach przed domem słoiki z miodem z własnej pasieki musi czasem uciekać się do podstępu. Bo tak naprawdę nie wlewa do słoja miodu a ciemną herbatę, która z daleka wygląda podobnie. Musi tak postępować, jeśli nie chce siedzieć przed domem non stop i pilnować tego, co zebrał w pasiece. Kiedyś uczciwie zostawiał miód przed wejściem licząc, że ktoś zapuka żeby zapłacić. Ale cwaniak z samochodu nie pukał, tylko zabierał i odjeżdżał.

****

Szparagi, które kupiliśmy były świeże i jędrne, niemal stały na baczność. Ugotowałam je w wodzie z dodatkiem soli i cukru, Pan X zrobił tatar z łososia. Do tego świeża bagietka. Naprawdę nie trzeba nic więcej.






4 komentarze:

  1. Ba, to nawet jest dobre! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kapitalne zdjecia, czuje jakbym tam byla wlaczajac smak asparagus z lososiem.Brzmi super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zmielony surowy łosoś plus sól i przyprawy, naprawdę świetna sprawa.

      Usuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.