24 kwietnia, 2012

Na kolanach u Einsteina

Przez pierwsze tygodnie a może i miesiące żyłam w Waszyngtonie niczym turysta. Penetrowałam miasto. Jak najmniej rzeczy w torbie, żeby nie było za ciężko. Zawsze z małym kaziem czyli aparatem marki casio, na wypadek gdybym chciała cyknąć jakąś fotkę. Dziś już kazia nie noszę, ale aparat mam w komórce (gdyby coś). Niestety wróciłam do dawnych zwyczajów i - tak jak w Polsce - noszę w torbie tony niepotrzebnych rzeczy. Jakieś stare kartki z bazgrołami, z których nic nie wynika,  monety, które wysypały się z portfela i leżą na dnie, cukierki, które zabieram na odchodne z restauracji albo kupony ze zniżkami do sklepów, które dawno już straciły datę ważności. W torbie walają się opakowania po mentosach i kilka prawie pustych paczek chusteczek higienicznych. Nie jestem już turystką, wrastam w teren i ... zaczynam patrzeć inaczej na ludzi odwiedzających DC ( Washington Distrtict of Columbia).  

Wczoraj siedziałam przez chwilę w parku przy Cmentarzu Narodowym w Arlington. W parku znajduje się Pomnik Korpusu Piechoty Morskiej (możecie przeczytać o nim w Wikipedii). Nie pasuje mi do tego pomnika słowo "atrakcja" ale powiedzmy, że zalicza się on do tej kategorii. Przyjeżdża tu mnóstwo autokarów wypełnionych turystami. Nie ma dnia, bez choćby jednej wycieczki. Turyści fotografują pomnik, okolicę i oczywiście siebie na tle Marine Corps War Memorial. Ok. Zastanawiam się jednak skąd ludziom przychodzi do głowy taki pomysły, żeby wdrapać się na ponad metrowy podest i idiotycznie pozować na tle wojennego pomnika, zachowując się tak, jak gdyby była to piramida w Egipcie (którą na zdjęciu "dotyka się" placem). I co ten facio z tym zrobi? Umieści na Facebooku?


Obstawiam jednak, że hitem tego lata będzie Albert Einstein. Pomnik (naprawdę świetny) znajduje się w centrum Waszyngtonu, przy Constitution Avenue. Nie był chyba specjalnie popularny, można nawet stwierdzić, że ukryto go trochę w przysłowiowych krzakach. Na szczęście (a może nie?) w ostatnich tygodniach wyremontowano skwer, na którym stoi, przycięto krzaki i teraz Einsteina widać pięknie od ulicy.  I co? No nic, poza tym, że ludzie włażą Albertowi na kolana, siadają na łokciu, łapią za nos. Wszystko dla zdjęcia. Why????

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.