Ameryka i ja: Happy Easter!

07 kwietnia, 2012

Happy Easter!


W Polsce, w wielkanocną sobotę wieczorem podjadałabym co się da z tego, co zostało przygotowane na święta. Na pewno uszczknęłabym trochę mazurka, pasztetu, może dałoby się też załatwić kawałek sernika. W tym roku trafił mi się stek z sałatą, do tego zapiekanka z makaronu oraz ciastko z dyni. Popijałam colą. Za plecami buchało gorące powietrze z grilla. Amerykańska Wielkanoc niewiele ma wspólnego z naszą. A w zasadzie nic.


-Malujecie w Polsce jajka? - zapytała mnie Amerykanka, u której Pan X i ja jedliśmy tego steka. Był już wieczór. Z ogródka przenieśliśmy się do domu. Przy stole troje dzieci malowało jajka (było około dwudziestej). Każde z nich dostało sześć sztuk. Malowanie było jednak wyłącznie elementem zabawy. A może nie? Może to taka tradycja? Świecka? Co kraj to obyczaj. Święte słowa.

Kilka dni wcześniej rozmawiałam z inną Amerykanką na temat Wielkanocy i jedzenia jajek.
-Nie sądzę byśmy jedli ich więcej niż zwykle - rzekła. Ona akurat szykowała na niedzielę lazanię (ale to dlatego, że ma włoskie korzenie). Amerykanie nie przygotowują uroczystego śniadania wielkanocnego, raczej lunch. Danie główne? Wielka szynka. Może być też udziec jagnięcy, albo łosoś. Jak kto woli.

Jajka są tu ważne, ale plastikowe. Wypełnia się je cukierkami i ukrywa gdzieś w trawie przed domem, z myślą o dzieciach. Takie jajka mogą prowadzić też do czegoś większego - koszyka wielkanocnego, który skrywa w sobie jeszcze więcej słodyczy plus jakieś drobne zabawki, niespodzianki itd.

Jako że w tym roku, przy naszym wielkanocnym stole zasiada też rodzina z kilkuletnim dzieckiem, zastanawialiśmy się wspólnie gdzie ukryć ten koszyk, żeby ono nie znalazło go przed czasem. Żadne szafy, schowki czy szuflady nie wchodziły w grę. Ono wszystko wyczułoby nosem. Jedyną rozsądną kryjówką wydała się więc ... suszarka do ubrań. To był strzał w dziesiątkę. Koszyk przetrwał w suszarce bezpiecznie.


Spokojnych świąt! Bez śniegu:)

*******

Poniżej kilka zdjęć zrobionych w Wielką Sobotę w Silver Spring pod Waszyngtonem, gdzie znajduje się jedyny w okolicy polski kościół. Przy okazji święcenia koszyczków, można było kupić też coś z porcelany z Bolesławca, dla chętnych były także drewniane łyżki albo szkatułki.




2 komentarze:

  1. U Was tak cieplutko bo u mnie to na zmianę śnieg albo deszcz. Winko w koszyku? W Polsce to chyba by nie przeszło:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Winko w koszyku to raczej wygłup tego pana:) Był w końcu w polskim kościele, ksiądz nie zauważył.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.