21 kwietnia, 2012

Discovery już tu jest


To w tej chwili chyba najbardziej emocjonujący eksponat w Waszyngtonie. Wahadłowiec Discovery, który rok temu po raz ostatni poleciał w kosmos. Dla mnie to szczególny orbiter, ponieważ widziałam jak w kwietniu 2010 roku, startował z Przylądka Canaveral na Międzynarodową Stację Kosmiczną. To było w czasie Świąt Wielkanocnych, moich pierwszych w USA. Były to święta osobliwe, bo bez jajek, ale za to z wahadłowcem. Nie zamieniłabym jednak tego widoku na żadne jajka świata, jakkolwiek by to zabrzmiało.

Teraz Discovery stanął w tak zwanym kosmicznym hangarze Air and Space Museum Udvar-Hazy Center, które znajduje się przy lotnisku im. Dulles'a. Muzeum jest darmowe, ale jak wiadomo, w darmolach często są jakieś haczyki. Tu haczykiem jest płatny parking, który kosztuje 15 dolarów. Jest transport publiczny i można dojechać do muzeum autobusem. Nie wiem jak, ale gdyby ktoś szukał informacji na temat dojazdu, to znajdzie ją pod tym linkiem.

Air And Space Museum w Waszyngtonie (które ma dwie lokalizacje, jedną w centrum przy National Mall, drugą niedaleko lotniska i tam stoi Discovery) długo zabiegało o wahadłowiec. To była zacięta walka w całych Stanach. Bo choć NASA postanowiła rozdać swoje trzy orbitery za darmo, to jednak trzeba było zapłacić ( i znów haczyk) za transport i przygotowanie statków kosmicznych do pełnienia roli eksponatów. A tu już koszty szły w grube miliony dolarów. Waszyngton ten bój wygrał (pisałam już kiedyś na ten temat tutaj). 
 
Po miesiącach Discovery dotarł do Waszyngtonu. Niestety nie widziałam momentu kiedy krążył nad stolicą na grzbiecie Boeinga 747, ponieważ byłam jeszcze w Halifaksie. Nie wszystko jednak stracone. Mam zamiar popatrzeć na odlot wahadłowca Enterprise (prototypu), który do tej pory był główną atrakcją Air and Space Museum. Teraz Enterprise będzie maskotką Nowego Jorku ( o prototypie też można sobie przeczytać w moim dawnym wpisie). 

Discovery z bliska? Cóż, wygląda na coś, co wiele przeszło. W porównaniu do modelu testowego Enterprise, który do tej pory stał w hangarze, prezentuje się jak przysłowiowy złom. Na Discoverym widać ząb czasu. Prototyp był taki "nowiuśki". Discovery jest bardzo "złachany". Nie wiem czy to już tak na stałe (ale pewnie nie), jednak Discovery ma w tej chwili zakryte silniki (na zdjęciach widać białą nakładkę). Taką samą nakładkę umieszczono też na przygotowanym do transportu modelu Enterprise. 



Prototyp Enterprise miał odlecieć do Nowego Jorku na grzbiecie Boeinga 747 w poniedziałek rano. Jednak w związku z kiepską prognozą pogody, NASA przełożyła tę podróż. Na razie nie wiadomo na kiedy. Enterprise jest już przygotowany do transportu i czeka sobie na samolocie. Obie maszyny widać z wieży widokowej, która znajduje się na terenie Air and Space Museum.



2 komentarze:

  1. Krążył bardzo ładnie, miło nam było się na niego pogapić: http://miskidomleka.wordpress.com/2012/04/17/discovery-przylecial/

    OdpowiedzUsuń
  2. też bym się pogapiła...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.