Ameryka i ja: Żółta, nowojorska taksówka

31 marca, 2012

Żółta, nowojorska taksówka


Młoda, czarnoskóra kobieta, wystrojona w modne ciuchy dosłownie telepała się z nerwów.
-Widziałaś co ona zrobiła? Widziałaś??!!! - krzyczała do mnie wzburzona (tak naprawdę nie padło słowo "ona" tylko niecenzuralne). Kiwnęłam szybko głową, bo dziewczyna była tak wściekła, że istniała obawa, iż jeśli jej nie przytaknę, to po prostu przywali mi, żeby się wyżyć na kimkolwiek.


Pan X i ja czekaliśmy przy przejściu dla pieszych przy 5th Avenue w Nowym Jorku, aż światło zmieni się na białe (w USA zielone jest dla kierowców, dla pieszych jest biały ludzik). Ona (ta wystrojona dziewczyna) stała przy krawężniku i machała do przejeżdżających taksówek. Ale sznur żółtych aut z pasażerami w środku jechał dalej. W końcu jedna z taksówek zwolniła i zatrzymała się. Dziewczyna schyliła się więc żeby zabrać większą torbę, która stała na chodniku. Tę sekundę wykorzystała jednak inna panna wskakując szybciutko do taksówki (jak w filmach). Kierowca ruszył i pojechał, nie zaprzątając sobie głowy tym, kto był pierwszy. Liczył się po prostu kurs.

Nie trzeba być specjalnie bystrym by zauważyć, że po Manhattanie jeżdżą głównie żółte taksówki, które obok metra stanowią jeden z najpopularniejszych środków transportu.  Ze względu na ciasnotę i ograniczoną ilość miejsc do parkowania, które z resztą kosztują majątek, większość mieszkańców Manhattanu samochodu po prostu nie posiada.

Zdarzyło nam się kilka razy jechać nowojorską taksówką i nie mogę powiedzieć, żeby to było coś fajnego. Trafiali się zazwyczaj mało uprzejmi kierowcy, którzy sprawiali wrażenie, że robią wielką łaskę, iż jadą. Za to gdy przychodziło do płacenia, upominali się bez skrupułów o odpowiedni napiwek. (W USA napiwki to "dobrowolny obowiązek". Jeśli się z niego nie wywiążesz, możesz stać się bohaterem hecy na cztery fajerki. Istnieje ryzyko, że ten, co nie dostanie zwróci ci uwagę, może się też wydrzeć albo nawet biec za tobą lub wezwać przełożonego np. w restauracji.)

Ostatnio jeden taksówkarz w NYC dostał 20 procent i powiedział do Pana X, że "sugeruje wyższy napiwek" (!). Kwota za przejazd nie była duża. Fakt, to był krótki odcinek, za kilka dolarów. No ale to nie znaczy przecież, że jeśli płaci się kilka dolców, to napiwek powinien wynosić drugie tyle. Więcej oczywiście gość nie dostał.
Inny z kolei, po tym jak Pan X mu zapłacił, dał napiwek i jeszcze kulturalnie podziękował za podwiezienie, wysilił się jedynie na  ziewające "uhhaaaaa".

Naprawdę, najchętniej zabrałabym mu ten napiwek. Niestety płaciliśmy kartą.



Dla przypomnienia o napiwkach pisałam tutaj.

1 komentarz:

  1. Bardzo podoba mi się ten wpis :)
    Szukałam właśnie odpowiedzi dlaczego ludzie na Manhattanie wolą taksówki od aut

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.