12 marca, 2012

TEN balkon


Kilka miesięcy temu, wczesną jesienią poszliśmy z naszymi gośćmi pod Biały Dom. To była tradycyjna wycieczka, którą serwuje się nowo przybyłym. Biały Dom z przodu, Biały Dom z tyłu. Z tyłu, który wydaje się ludziom przodem (pisałam o tym tutaj) zrobiliśmy ładne fotki. Ale z przodu był problem. Nie było jak. Po prostu przegoniono nas hen hen daleko. Nie mieliśmy wówczas ze sobą lufy, którą można by coś pstryknąć z oddali, po drugie goście chcieli przecież foty przy płocie (co jest zrozumiałe, w końcu po to przyjeżdża się do Waszyngtonu).

Snuliśmy wówczas różne teorie. Że Obama będzie zaraz startował z trawnika przed Białym Domem albo odwrotnie, że za chwilę przyleci. Pojawiło się też przypuszczenie, że może ON siedzi na balkonie. Naszym "pożal się Boże" aparacikiem, który wówczas mieliśmy przy sobie, zrobiliśmy kilka zdjęć używając maksymalnego zoomu. Ktoś tam siedział. Ale czy ON? Nie byliśmy w stanie stwierdzić. Ludzie próbowali nawet pytać policję, która nas przegoniła "o co kaman" ale policja milczała jak zaklęta, pokrzykując jedynie co rusz "cofnąć się! cofnąć się!"

Dziś, kilka miesięcy po tym incydencie jestem skłonna uwierzyć, że wtedy to był ON. Że to ON siedział wówczas na balkonie i ze względów bezpieczeństwa musieliśmy się usunąć. W książce pt. The Obamas, autorka Jodi Kantor opisuje życie w Białym Domu i kreśli portret pierwszej pary USA, nazwijmy to od kuchni. W tej właśnie książce jest napisane, że balkon, który widzicie na zdjęciach, a który oficjalnie nazywa się Truman Balcony, jest ulubionym miejscem zarówno prezydenta jak i jego żony. Oboje uwielbiają tam odpoczywać. W związku z tym, że żadne z nich nie może sobie ot tak, wyjść z Białego Domu na zwykły spacer, balkon jest swojego rodzaju ratunkiem, kontaktem z naturą, ze świeżym powietrzem. Nic dziwnego, że lubią tam sobie posiedzieć.

Barack Obama nie ma raczej czasu na poranne przechadzki z psem, ale nawet pierwsza dama nie może bez pozwolenia wziąć Bo (pierwszego psa) i z nim wyjść (nawet jeśli to spacer po trawniku na terenie Białego Domu). Wszystko musi odbywać się bowiem pod czujnym okiem ochrony i wszystko musi być ustalone wcześniej (co za życie). Bo chodzi więc pewnie na siusiu z ochroną swojego pana. Z resztą, jak widać na dołączonej fotografii, ostatnio też towarzyszyła mu obstawa a nie właściciele.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.