Ameryka i ja: State Dinner

14 marca, 2012

State Dinner

Zielenina na state dinner prosto z ogródka przy Białym Domu. Oficjalna fotografia Białego Domu.

W środę wieczorem w Białym Domu zorganizowano eleganckie przyjęcie zwane state dinner. Na łamach amerykańskich portali toczyła się przy okazji dyskusja czy to state czy official dinner. Kolacja była ukłonem w stronę premiera Wielkiej Brytanii (i jego żony). Przyjęcia zwane "state" organizuje się w Waszyngtonie na cześć głów państw a David Cameron nią przecież nie jest, tylko królowa Elżbieta II. Niektórzy pisali więc np., że to "official visit" ze "state dinner". Jak zwał tak zwał. Było luksusowo (jak zawsze) i weszły zapewne tylko grube ryby (w tym miejscu nie mogę już napisać "jak zawsze", ale o tym za chwilę).


Na stoły wjechał chrupiący halibut z brukselką, potem bizon w sosie z dodatkiem wina plus fasolka. Podano też mieszankę sałat z dodatkiem ogórka i awokado oraz deser - pudding cytrynowy z sosem borówkowym (borówki z Idaho). Mogłam tu sypnąć przykładami, dlatego, że ujawniono wspaniałomyślnie menu.

Kiedy myślę sobie o state dinner, od razu mam przed oczami taki obrazek. Wystrojeni ludzie (panie w sukniach do ziemi, panowie w smokingach), którzy stoją w kolejce przy płocie żeby dostać się na teren Białego Domu. Kojarzę co najmniej trzy bramki wejściowe (takie budki, w których są ochrona i skanery). Nie mam tu na myśli, że przechodzi się przez wszystkie trzy na raz. Po prostu bramki są w trzech różnych lokalizacjach. W każdym razie, dość dziwnie to wygląda, gdy widzi się wyfiokowane damy na obcasach, które stoją przy tym nieszczęsnym płocie z panami mężami  i czekają na swoją kolej. Widywałam czasem  takie scenki przechodząc przypadkiem w pobliżu.

Kolejna rzecz, która kojarzy mi się natychmiast ze state dinner to kolacja, którą prezydent Obama wydał w 2009 roku na cześć prezydenta Indii. Dla Baracka Obamy była to pierwsza tego typu uroczystość. Było wówczas dużo huku, ponieważ po fakcie, okazało się, iż na przyjęciu znalazła się para, której nikt nie zapraszał, i której nie było na liście gości (!). Najbardziej zabawne jest to, że para ta przeszła przez punkty kontrolne i najzwyczajniej w świecie została wpuszczona na teren Białego Domu, który jest chyba jednym z najbardziej strzeżonych miejsc na świecie.

Oboje bawili się znakomicie umieszczając potem fotki na Facebooku. Piękniejsza połowa tego duetu, długowłosa blondynka,  założyła nawet czerwone sari żeby wyrazić swój szacunek dla znamienitego gościa z Azji. Pozowała przy okazji z wdziękiem fotografom i wymieniła rzecz jasna uścisk z prezydentem Obamą, co uwieczniono na zdjęciach. Bohaterka tej nieprawdopodobnej historii nie zapomniała oczywiście zamachać do kamery przechadzając się po Białym Domu, co wielokrotnie pokazywano potem w telewizji. Hulało to w mediach wiele dni, a parę ochrzczono mianem "state dinner crashers". To był naprawdę wielki skandal i wielka porażka secret service.

Tym razem chyba nie było tego typu numerów. Przynajmniej na razie nic nie wiadomo;)


state dinner odbywa się najczęściej w namiocie obok Białego Domu, bo to impreza na kilkaset osób


"state dinner crashers", zdjęcie Wikipedia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.