03 marca, 2012

San Francisco. Ech...


To były niecałe dwa dni. Krótko. Ale wystarczyło, żeby poddać się urokowi San Francisco bez reszty. Dawno już amerykańskie miasto nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Tu stare miesza się z nowym i idealnie ze sobą współgra. Kamienice w europejskim stylu (w XVIII wieku przybyli tu hiszpańscy kolonizatorzy) pośród, których wyrosło trochę wieżowców. Do tego stary tramwaj (przejażdżka w jedną stronę kosztuje 6 dolarów), w którym nie ma czegoś takiego jak zamykane drzwi oraz pomykające ulicami trolejbusy. Wreszcie most ikona - Golden Gate a także górki oraz pagórki czyli położenie, które nadaje San Francisco wyjątkowy charakter.

Pierwszą rzeczą, za jaką wzięliśmy się po przyjeździe (Pan X i ja), było znalezienie idealnego miejsca, z którego można by popatrzeć na Golden Gate. Nie ma z tym większego problemu. Nad Zatoką San Francisco jest kilka parkingów (darmowych), z których rozpościera się widok na most. Przy parkingu położonym najbliżej mostu znajduje się sklep z pocztówkami i książkami, w którym wydzielono także część barową. Jedliśmy tam świetną sałatkę ziemniaczaną i sądzę, że jestem w stanie ją nawet odtworzyć. Jeśli próba zakończy się sukcesem, to podzielę się przepisem na blogu;)

To, co zrobiło na mnie wielkie wrażenie (a co znałam już wcześniej z filmów), to długie ulice, które raz pną się wysoko pod górę a raz spadają ostro w dół. Ulice, naszpikowane znakami stop i zakazami skrętu w lewo. Ulice, gdzie samochody parkowane są prostopadle do jezdni a  nie równolegle. Wreszcie ulice naznaczone śladami szorowania podwoziem. Tu nie można jechać za szybko, jeśli nie chce się oczywiście wyskoczyć w niebo jak z procy.

Spacerując po centrum, na jednej z witryn zobaczyłam starą fotografię (dużego formatu) przedstawiającą California Street z 1964 roku. Zrobił ją nieżyjący już amerykański fotograf Todd Walker. Tak się na nią zapatrzyłam, że zapomniałam zrobić zdjęcia zdjęciu. Na szczęście czasy mamy takie, że w internecie jest wszystko;)

Enjoy!

Todd Walker, California Street, San Francisco 1964
to coś rozmazane, to tramwaj
więzienie Alcatraz, Al Capone tu siedział

11 komentarzy:

  1. A na wycieczkę po Alcatraz się nie skusiliście? Pan X nie nalegał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mało czasu, ale jeszcze tam wrócę!

      Usuń
    2. Jak wrocisz to daj mi znac, mieszkamy niedaleko. Zobaczyliscie bardzo duzo w dwa dni. Ja odiwedzalam SF chyba kilkadziesiat razy i wiem ze jeszcze duzo mam do zaliczenia

      Usuń
  2. Czytałem gdzieś, że San Francisco zostało uznane za najlepsze miasto do życia dla człowieka (jeśli chodzi o klimat).
    Moje drugie ulubione miasto po Nowym Jorku oczywiście. Te strome ulice są jedyne w swoim rodzaju. Za dużo tam Azjatów ale piękno miasta rekompensuje wszytko ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba taka opinie wydal ktos kto tam nie byl. Mark Twain pisal ze nigdy i nigdzie tak nie zmarzl jak latem w SF.
      Niestety nie jest to cieple miasto ale ma duzo uroku i charakter

      Usuń
  3. Piekne sa twoje zdjecia:)
    Dwa dni to rzeczywiscie zdecydowanie za krotko - ale pewnie sobie narobiliscie smaku na kolejne odwiedziny:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję;) Smak na kolejny raz zdecydowanie jest!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lee, jako ze lubisz patrzyc z gory budynkow, polecam np St. Francis hotel na Union Square gdzie maja winde na zewnatrz i wjezdzajac nia widzisz miasto, zatoke. Podobnie inny hotel na Califonia st.
    Uwielbiam rejon zatoki Embaradero miedzy mostami Golden Gate i Bay Bridge...
    Bye,r

    OdpowiedzUsuń
  6. następnym razem koniecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Obok Seattle i oczywiście LA, SF to także nasze ulubione miasto, no ale my jesteśmy wierni West Coast... Zapraszamy: http://www.not-bornintheusa.com/search/label/San%20Francisco

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.