Ameryka i ja: iPad 3

16 marca, 2012

iPad 3


Budzik zadzwonił o 5.30. Pan X pacnął go tak, jak muchę, która uporczywie krąży nad głową. Dzień wcześniej Pan X oświadczył, że bladym świtem idzie do Appla i będzie stał w kolejce za najnowszym iPadem.
-Nie mogłeś go zamówić jakiś czas temu i dostać prosto do domu w dniu premiery? - zapytałam.
-To nie to samo - rzekł Pan X - chcę jak Steve Wozniak czekać pod salonem i doświadczyć szczęścia zakupu! Być tym wybrańcem! To jak polowanie! Zdobywasz trofeum, dostajesz nagrodę - wyjaśnił mi swój punkt widzenia.
Cóż... w związku z tym, że to on chciał iść i on chciał stać (beze mnie), było mi wszystko jedno.

O 5.30, kiedy zadzwonił nieszczęsny budzik, Pan X zaklął pod nosem ale wstał i poszedł do tej swojej kolejki. Po trzech godzinach wrócił z nagrodą (za którą musiał rzecz jasna zapłacić).
- Było super! - zapiał na wejściu.

Super polegało na tym, że : Pan X kupił sobie po drodze kawę w papierowym kubku i ciasteczko. ( Z ciasteczkiem wygadał się dopiero wieczorem, przypadkiem. Trochę się zmieszał, bo oficjalnie jest na diecie.) Mniejsza z tym. Przed szóstą rano, przed sklepem czekało już kilkadziesiąt osób, niektórzy opatuleni w koce, bo było dość chłodno (jak to rano o tej porze roku). Rozgrzewała pani z głośniczkiem, która podłączyła do niego swój iPod i serwowała taneczne kawałki. Towarzystwo pląsało więc trochę na chodniku. Na ratunek przyszła też obsługa sklepu, która ustawiła przed wejściem wózek z gorącą kawą. Ponoć były też kanapki, ale Pan X się nie załapał.

Mniej więcej na pół godziny przed planowanym na ósmą otwarciem sklepu, kolejkowiczom rozdano karteczki z nazwą modelu, który chcieliby kupić. Już w tym momencie Pan X wiedział, iż ma szansę na swoje trofeum. A potem był moment niemal kulminacyjny. Z salonu wysypała się cała obsługa i złożyła stojącym w kolejce wielki ukłon a następnie zgotowała im gorące owacje. Pierwszym w ogonku przybito nawet piątki (wow!!!).

-Kiedy nadeszła moja kolej i wpuszczono mnie do sklepu, obsługa też biła mi brawo, mimo, że byłem jakiś sto któryś!- opowiadał po fakcie Pan X.  
-I co? Czułeś się lepiej?- spytałam.
-Jasne, jak celebryta! -  odparł łowca nagród.

Pan X miał jednak jeden słaby moment w kolejce.
Otóż poszedł tam ze swoim laptopem. Nie odważył się jednak go wyciągnąć.
-Oni wszyscy mieli "aple" - rzekł z goryczą - nie mógłbym przecież świecić moim "pecetem"!



6 komentarzy:

  1. Proszę, proszę, kto by pomyślał, że Pan X zdolny do takich poświęceń ;)
    Powodzenia na diecie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A relacja fotograficzna zrobiona przez Pana X, tak?

    OdpowiedzUsuń
  3. 5:30 to na szlaku w Tatrach w drodze na grań albo już na grani ale nie w kolejce po ipada:) Ale w Ameryce to modne: raz Harry Potter, innym razem iphone, ipad albo jeszcze iniewiadomoco;)

    OdpowiedzUsuń
  4. wiesz wydaje mi się, że to szaleństwo ipadowe, iphonowe a także harrypotterowe nie dotyczy już tylko Ameryki;)

    OdpowiedzUsuń
  5. :) ja z mojego X sie kiedys nasmiewalam, ze po kolejny gadget sie ustawia w kolejce - ale teraz sama przyznaje, ze zycie z iPadem (nawet tym pierwszym czyli mniej wypasionym niz te obecne) jest o wiele przyjemniejsze, latwiejsze i prostsze:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.