08 stycznia, 2012

Zima istnieje. Śnieg też


Spoglądam na prognozę pogody i przecieram oczy ze zdziwienia. W Waszyngtonie, do którego wracam po niedzieli, ciągle kilkanaście stopni powyżej zera. Czyli ciepło. Zaskakująco ciepło. Inaczej niż dwa lata temu, czy rok wcześniej.

Moje dwie pierwsze zimy w stolicy USA były dość wesołe. Spadło ileś tam cali śniegu (ciągle nie ogarniam jednostek typu mila, galon, cal czy Fahrenheit) i Amerykanie stanęli w obliczu KATASTROFY (w Polsce trzy czwarte osób wyjrzałoby przez okno i stwierdziło odkrywczo "ooo, śnieg spadł"). Amerykanie pozamykali szkoły, urzędy, zakłady pracy, lotniska. Samochody pochowali w garażach, wykupując wszystko co się da w pobliskich sklepach. Prezydent Obama ogłosił nawet, że to "snowmageddon" a Waszyngton wyglądał jak miasto wymarłe. Taka to była akcja.

No ale, było minęło. Przypomniało mi się przy okazji tegorocznej zimy w górach polsko-czeskich zwanych Karkonoszami. Nie będę rozpisywać się na ten temat, ponieważ to blog o USA a nie o Karkonoszach. W każdym razie powiem w krótkich, żołnierskich słowach. Czesi (ogólnie rzecz biorąc) są raczej naburmuszeni i niezbyt mili. Ciągle nie potrafią też zrozumieć, że czasy kiedy człowiek musiał wypychać sobie kieszenie pieniędzmi żeby załatwić coś na mieście, minęły bezpowrotnie... W wielu miejscach nie można zapłacić kartą, ponieważ preferowana jest gotówka, co w dzisiejszych czasach jest i dziwne i męczące. Bywa jednak u sąsiadów dość swojsko. A mianowicie wtedy, gdy klną. Brzmi niemal jak po polsku. W ogóle nie trzeba się uczyć;)

                                                                                            ***

ps. Tytuł wpisu "Zima istnieje. Śnieg też" nie jest do końca przypadkowy. W USA zdarzało mi się poznawać ludzi z tak zwanych dalekich krajów, którzy zadawali mi takie oto pytanie "Widziałaś kiedyś śnieg?". Jasne! Nawet w ostatnich dniach;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.