03 stycznia, 2012

Temat trochę z magla;)

Allure : Kadr z filmu "Środa Popielcowa" z 1973 roku. Na zdjęciu Elizabeth Taylor i Keith Baxter. 

Pewien dermatolog z Beverly Hills, którego klientelę stanowią przede wszystkim hollywoodzkie gwiazdy, stosuje taką oto sztuczkę. Celebrytom, którym robił coś z twarzą (dla lepszego wyglądu rzecz jasna) bandażuje... nogę. Jest to - jak mówi na łamach amerykańskiego magazynu Allure - najlepszy sposób na odwrócenie uwagi.

Na zachodnim wybrzeżu USA a dokładnie w Los Angeles, rozpocznie się niebawem wysyp tak zwanych czerwono-dywanowych imprez typu Oscary, Złote Globy i Grammy. Z tej okazji  we wspomnianym magazynie znalazł się tekst dotyczący hollywoodzkich gwiazd oraz tego kiedy i w jakich okolicznościach poprawiają sobie urodę. W tekście pada takie oto zdanie "praktycznie każda osoba, która kroczy po czerwonym dywanie, była w ciągu ostatnich sześciu miesięcy u lekarza". Zdanie to wypowiada chirurg plastyk i nie ma oczywiście na myśli wizyt u okulisty, ortopedy czy kardiologa. Nie chodzi mu też o badanie krwi i moczu...

Kalendarz działań w Hollywood wygląda w skrócie następująco. Otóż latem, gdy większość z nas ma wakacje lub urlop, amerykańscy celebryci idą do chirurga. To mniej więcej pół roku przed wszystkimi ważnymi imprezami na czerwonych dywanach. Jest czas na przemyślenie co by tu poprawić i przystąpić do działania.

Zaraz po Nowym Roku, kiedy młodzież ma ferie zimowe a nie młodzież chciałaby je mieć, gwiazdy z Hollywood idą do dermatologa na laser ( taki na twarz, żeby była młodsza oraz gładsza). To się odbywa mniej więcej po nominacjach do nagród. Przy okazji wypełnia się zmarszczki i wykonuje zabiegi polegające na tak zwanym modelowaniu twarzy.

Kiedy następuje "big day" czyli np. dzień Oscarów i my (jak to w niedzielę) śpimy dłużej, jemy schabowego albo leżymy na kanapie, gwiazdy mają jeszcze chemiczny peeling ( po polsku: złuszczają sobie skórę z twarzy). Dzięki temu makijaż trzyma się lepiej (podobno). W tym dniu jednak nic więcej już się nie robi. Za duże ryzyko.

W czasie czytania tych "rewelacji" przypomniała mi się pewna rozmowa. Otóż jakiś czas temu znajomy Amerykanin stwierdził, że my Polacy mamy zazwyczaj duże nosy (!). Ubawiło mnie to spostrzeżenie. Dyskusja zeszła więc trochę na temat poprawiania urody. Wyraziłam wówczas takie zdanie, że Amerykanie przecież w tym przodują. Że ulepszają się na potęgę. Znajomy machnął jednak ręką i stwierdził, że to Hollywood sobie poprawia a nie zwykli ludzie.

Dziś jednak myślę sobie, że w ogóle nie mogę brać pod uwagę zdania znajomego. Przecież to facet! A faceci (zazwyczaj) nie mają kompletnie pojęcia o takich sprawach;)
 

2 komentarze:

  1. Lee dobrze, że napisałaś zazwyczaj :) każdy facet wie co zrobić, kiedy jego partnerka ma małe C :) a w końcu to te sprawy !

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawiam się, że mamy różne rzeczy na myśli pisząc słowo "sprawa". No ale nie wdawajmy się w szczegóły;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.