Ameryka i ja: Jedzenie to podstawa

16 stycznia, 2012

Jedzenie to podstawa


Amerykanie - co ogólnie wiadomo - mają problem z wagą i obżarstwem. Mój znajomy, który do tej grupy nie należy (czyli jego waga jest ok), rzekł ostatnio przy stole, że idealny weekend to taki, gdy jest dużo świetnego jedzenia i robi się to, na co ma się ochotę (najlepiej nic). Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem.

Jednak waga to w Ameryce poważny problem, ponieważ gro mieszkańców USA jest makabrycznie otyła i prędzej czy później umrze z tego właśnie powodu. Pierwsza Dama namawia jak może rodaków do zmiany diety oraz ćwiczeń ale Amerykanie mają gdzieś przysiady oraz żywienie się sałatkami.  Wolą hamburgery, smażonego kurczaka, frytki i tego typu niezdrowe, aczkolwiek smaczne rzeczy.

Niedawno jeden z kongresmenów, który sam do szczuplaczków nie należy, pozwolił sobie nawet na mało elegancki komentarz stwierdzając, że "Pierwsza Dama robi wykłady w jaki sposób prawidłowo jeść, podczas gdy sama ma wielki tyłek"... (potem za to przepraszał).

Ostatnio siedzieliśmy przy stole w kilka osób, realizując wizję weekendu idealnego. Czyli obżeraliśmy się ile wlezie, paplając przy okazji na mało ważne tematy. W pewnym momencie znajomy, który chwilę wcześniej wygłaszał peany na temat doskonałego jedzenia na talerzu, powiedział do żony żeby... zasypała mu je solą. Pomyślałam, że to pewnie jakiś kolejny amerykański zwyczaj, którego nie znam. Znajomy wyjaśnił jednak szybko w czym rzecz.

Otóż to sztuczka, którą stosuje jego kolega walczący z obżarstwem. Polega ona na tym, że znajomy znajomego przestaje w pewnym momencie jeść, a to co zostaje na talerzu, posypuje dużą ilością soli. Dzięki temu nie obżera się nieprzyzwoicie, bo skąpanego w soli posiłku nie da się po prostu zjeść.

Całkiem sprytne;)
                                                                                   ***

Na zdjęciu powyżej stek, którego zamówiłam ostatnio na lotnisku razem z sokiem pomarańczowym;) Niezorientowanych w temacie odsyłam tutaj. Przy okazji dowiedziałam się też, że Amerykanie popijają popołudniowe posiłki... mlekiem. No nie!

6 komentarzy:

  1. Amerykanie - ze skrajności w skrajność :)
    Ale za to zdjęcie to jestem zła, bo właśnie przyszłam do pracy z myślą że od dzisiaj dieta a tu taki stek - i już jestem głodna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. 3 godziny biegania na talerzu;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie najwięcej Amerykanów jest otyłych ale też znaczna część biega, ćwiczy itp. Jakoś Central Park to kojarzy mi się tylko z biegającymi ludźmi albo jeżdżącymi na rolkach czy rowerze ; )
    no ale właśnie "ze skrajności w skrajność" ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. Biegający i ćwiczący są w dużych miastach, to zazwyczaj ludzie, którzy robią kariery a zdrowy, zadbany wygląd to jeden z elementów "profesjonalnego wizerunku";)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mieszkam w Kalifornii od lat i zauwazylam ze srednia ilosc grubasow sie zmńiejszyla. Zadne naukowe dane, zwykla onserwacja. Wiele ludzi mialo gastric bypass gdzie zmniejszaja zoladek do wielkosci jajka.
    Tez zauwazylam ze wiekszosc moich kolezanek w PL bardzo utyla . Mowia mi ze z wiekiem metabolizm sie zmńiejsza...i maja racje. Poki co ide plywac moj dzienny 1km ( lepsze to ńiz 1mila bo krotsze) .
    Amcapol

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.