09 grudnia, 2011

Nie ma śniegu, kwiat mi kwitnie

W weekend zamierzam wybrać się z aparatem pod Biały Dom, żeby cyknąć trochę fotek narodowej choince w Waszyngtonie a raczej narodowemu drapakowi. Z resztą zobaczycie sami. Widziałam ją ostatnio z bliska (ładnie ubrana ale drzewko jest mizerne). Zrobiłam trochę zdjęć komórką, jednak to nie to, nie ma czego pokazywać. Bardziej się postaram i wtedy zaprezentuję;)

W Waszyngtonie jest trochę ozdób, dekoracji i świątecznego klimatu, ale bądźmy szczerzy. To nie jest Nowy Jork. Z resztą kto w DC miałby czas żeby zrobić sobie rundę po ulicach i oglądać wystawy z okazji Bożego Narodzenia? Garniturki i garsonki? Jakoś słabo to widzę...

Pogoda taka sobie, ostatnio lał deszcz. Ciągle jednak jest stosunkowo ciepło (jak na tę porę roku). Bywa i ponad 10 stopni Celsjusza. Dlatego na balkonie nadal kwitnie mi hibiskus (ładny prawda?).  To takie przypomnienie lata, bo za oknem gołe drzewa, licha i matowa trawa oraz ogólnie mówiąc powiewa deprechą (jak wszędzie). Tu plus jest jednak taki, że na chodnikach nie leżą psie kupy i nie walają się śmieci.

Kapitol i monument zdecydowanie lepiej prezentują się wiosną i latem, gdy drzewa są zielone a niebo niebieskie.

Miłego weekendu;)

2 komentarze:

  1. mimo aury ma swój urok ; )
    Filadelfia zawsze kojarzy mi się z opisem, który podałaś (jesień, drzewa bez liści, deszcz...)
    domyślam się, że to przez Bruce Springsteen'a ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wszędzie! W Kalifornii mamy tylko dwie pory roku: dzień i noc i żadna z nich nie jest depresyjna:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.