Ameryka i ja: National Christmas Tree in DC. Film.

11 grudnia, 2011

National Christmas Tree in DC. Film.


Włączanie lampek na choince, która rośnie bardzo blisko Białego Domu na trawniku zwanym elipsą, to w Waszyngtonie wielkie show i wielka impreza. Ludzie naprawdę ekscytują się tym wydarzeniem. Chyba dlatego, że  jest ono dane tylko tzw. wybranym szczęściarzom. Bilety rozprowadzane są wyłącznie za pomocą loterii. Każdego roku do wygrania jest kilkanaście tysięcy darmowych wejściówek a chętnych o wiele, wiele więcej. Włączenia lampek dokonuje Pierwsza Rodzina (a jakże) a całości towarzyszy program artystyczny. Odkąd w Białym Domu zamieszkali Obamowie, bywa też Pierwsza Teściowa, która jak wieść gminna niesie, rozsmakowała się w Waszyngtonie i chętnie uczestniczy w tzw. życiu kulturalnym stolicy.  W tym roku, podczas imprezy pałętał się też Kermit the Frog (ta żaba z muppetów). Żaba razem z Pierwszą Damą przeczytała dzieciom bajeczkę...

Tradycja zapalania lampek na National Christmas Tree sięga 1923 roku. Przez ponad 30 lat światełka włączano na tym samym drzewie, które rosło sobie na elipsie. Jednak kilka miesięcy temu, w lutym, wichura powaliła dotychczasowy świerk. Oczywiście było to wielkie halo. Trąbiono o tym w telewizji i gazetach. W całej Ameryce szukano nowego, odpowiedniego drzewa (chodziło o to, by rosło w zbliżonych warunkach jak w DC). W końcu znaleziono i posadzono (to też było wielkie halo).  Choinka, którą możecie podziwiać na dołączonych zdjęciach i filmie jest dość skromna (zwłaszcza bez ozdób prezentuje się mizernie) ale rośnie i pewnie za kilkanaście lat stanie się bardziej okazała. Jak to powiedział Obama "rozpoczynamy nową tradycję".

Dookoła nowej choinki wsadzono w ziemię (tymczasowo na okres świąteczny) dodatkowe drzewka, które reprezentują wszystkie stany USA. Wokół nowego świerku jeździ kolejka, niedaleko jest chatka Mikołaja, który ciężko "pracuje" pozując do zdjęć (za opłatą). Żeby nie było, że to tylko taka ordynarna maszynka do zbijania kasy, to obok ustawiono jakiś stolik i zasypano go listami do Mikołaja (że niby taki zawalony robotą). Przed chatką stanęła szopka a niedaleko jest też wielki dół-ognisko, przy którym można się ogrzać - świetna sprawa zwłaszcza, gdy palce grabieją od robienia zdjęć. Niestety nie ma grzanego wina. Naprawdę szkoda.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.