Ameryka i ja: U dentysty w Ameryce

14 grudnia, 2011

U dentysty w Ameryce




Doktor Czu (naprawdę nazywa się inaczej, ale na potrzeby tej historii taki mu nadam pseudonim) przysłał mi mail. Wiadomość ma grafikę świąteczną ale życzeń nie ma. Doktor Czu napisał, że on i jego zespół (wymienił imiona załogi) z przyjemnością zaopiekuje się mną w czasie następnej wizyty i korzystając z okazji uświadomił mi, że mogę wygrać nawet 100 dolarów (!) jeśli umieszczę w internecie recenzję, w której podzielę się z innymi, moimi odczuciami na temat usług w jego gabinecie (podał oczywiście odpowiedni link). Zaproponował też, że może wybielić mi zęby po promocyjnej cenie 299 dolarów (normalnie taka ''usługa" kosztuje ponoć prawie dwa razy tyle). Czuję się wyjątkowo. Naprawdę musi mnie lubić, bo to oferta dla PRZYJACIÓŁ!;)


Po przeczytaniu tego "listu" z bombkami i choinką w tle przypomniała mi się moja pierwsza wizyta w gabinecie dentystycznym w USA (właśnie u Doktora Czu). Nie będę się tu rozpisywać na temat problemu, w każdym razie Doktor Czu skasował ponad 100 dolców za to, że mnie "zdiagnozował". Diagnoza była taka "Ząb jest zdrowy, nie wymaga leczenia" (Do widzenia).

Zanim jednak doszło do naszego spotkania, przeszłam przez ręce recepcjonistki a potem pomocy dentystycznej. Recepcjonistka rozdziawiła usta i dotykając palcem swoich zębów upewniała się, o którym ja mówię (chodziło o górną szóstkę po prawej stronie). Okazało się jednak, że w USA nie istnieje coś takiego jak górna czy dolna szóstka po prawej albo po lewej stronie. W Ameryce każdy ząb ma bowiem swój własny numer. Od 1 do 32. Czyli jedynki górne to ósemka i dziewiątka a dolne to zęby numer 24 i 25.  Kiedy pomoc dentystyczna dowiedziała się, że jestem z Polski i że w Polsce inaczej liczy się zęby, podekscytowana powiedziała o tym Doktorowi Czu. Ale Doktor Czu nie podzielił podniecenia swojej asystentki. Z kamienną twarzą rzekł "prawie cały świat tak liczy" i  przystąpił do pracy (postawienia diagnozy). Diagnoza była jak wyżej. Na odchodne Doktor Czu życzył mi miłego dnia i wręczył  trzy minipasty do zębów (wrażliwych). Oczywiście były to darmowe tubki od producenta;)

2 komentarze:

  1. Ciekawe, czy tego posta zaliczy Ci jako "recenzję, którą podzielisz się z innymi" ;-)
    Sto dolców to lepsze, niż brak stu dolców!

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie wiem... Jakoś słabo to widzę;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.