Ameryka i ja: Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych w Houston

16 listopada, 2011

Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych w Houston


Kiedyś, dawno temu wydawało mi się, że najlepszą pracą na świecie jest praca w NASA. Najlepiej w Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych (zwłaszcza po obejrzeniu filmu Apollo 13 gdzie padły słynne słowa z tytułu tego wpisu). Siedząc w kinie uważałam, że po prostu nie ma lepszego zajęcia na świecie. Taka adrenalina! Ed Harris, który wcielił się w postać Gene Kranz'a ( legendarnego dyrektora lotów) wbił mnie w fotel. To, co działo się w Centrum, pociągało mnie bardziej niż bycie astronautą.

Dość nieoczekiwanie (jak to w życiu bywa) zdarzyło mi się pojechać do Houston i zobaczyć Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych na własne oczy. Zrobiło to na mnie rzecz jasna ogromne wrażenie. Sam fakt, iż jestem w miejscu, które znałam z telewizji, bo pokazywano je przy okazji startów wahadłowców był wielkim przeżyciem. Ale o pracy w Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych pomyślałam z rozczarowaniem : o kurde jaka nuda.

Zapewne przed startem i w trakcie jest tam bardzo ekscytująco (chwilowo Amerykanie nie latają w kosmos a bezzałogowe sondy to jednak nie to). Ale tak w ogóle? No cóż, dużo monitorów, komputerów, wykresów, siedzenia za biurkiem i patrzenia w jeden czy drugi ekran (tak to przynajmniej wyglądało). Mój entuzjazm ostygł. Pomyślałam nawet, że więcej adrenaliny mają tzw. zwykli kontrolerzy pracujący na wielkich lotniskach, w Nowym Jorku, Chicago, Waszyngtonie, gdziekolwiek. Tam coś się dzieje non stop. Tu nie działo się nic. Jak w biurze, gdzie wszyscy sobie grzecznie siedzą w boksach i robią coś przy komputerach. Jednak sama wycieczka była bardzo ekscytująca i nigdy jej nie zapomnę. To było naprawdę przeżycie.

Napisałam kilka słów o Houston i Centrum Kontroli Lotów, ponieważ NASA ogłosiła właśnie, że  do końca stycznia 2012 przyjmuje aplikacje (od Amerykanów), którym marzy się bycie astronautą. Pewnie tysiące osób złożą swoje podania, mimo, iż Amerykańska Agencja Kosmiczna nie ma w tej chwili żadnego statku, którym można by latać na Międzynarodową Stację ( o Księżycu nie wspominam, do Marsa nawet nie nawiążę). Ale sam trening (jeśli zostanie się wybranym) jest chyba ciekawy i trwa wiele lat, jest więc szansa, że do tego czasu coś zbudują. Na pewno w tym okresie można liczyć na atrakcje między innymi takie, jak na zdjęciu poniżej. Widzicie tu makietę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej umieszczoną w basenie. To tu astronauci przygotowują się do misji. Trening odbywa się pod wodą (chodzi o warunki zbliżone do stanu nieważkości). To chyba jednak większa adrenalina niż takie codzienne siedzenie za biurkiem w Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych, gdy nie ma startów;)

Poniżej kilka zdjęć z Johnson Space Center w Houston, które można zwiedzać tak samo jak Kennedy Space Center na Florydzie. Jeśli chce się zobaczyć to co poniżej, trzeba sobie kupić pakiet "Level 9 Tour".

5 komentarzy:

  1. Pisz sobie co chcesz, że nudno i takie tam, ale TEJ wycieczki to Ci najzwyczajniej w świecie ZAZDRASZCZAM!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też chciałbym tam pojechać !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba każdy chciałby tam pojechać :)

    Gdyby tak jeszcze w gratisie dawali start wahadłowca (nawet nie mówię o tym, że wahadłowcem!)... Szkoda, że już przeszły na emeryturę...

    Swoją drogą ciekawe, czy prędzej my wylądujemy na emeryturze, czy NASA skonstruuje nowe osobowe latające machiny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No więc powiem tak, nie dziwię się Wam, że chcielibyście pojechać, bo sama też bardzo chciałam. Jak wchodziłam na teren Johnson Space Center to miałam chyba wypieki;) Aczkolwiek wyprawa do samego centrum i zakup wersji podstawowej to nic specjalnego. W porównaniu z Kennedy Space Center wypada bardzo słabo. Trzeba kupić Level 9 Tour.

    W ramach wycieczki jest lunch, więc rozumiecie co to znaczy, że jecie sobie w bufecie NASA razem z tymi wszystkimi ludźmi, którzy na co dzień tam pracują... Nie w jakiejś knajpie dla turystów. Dla mnie to było coś. Wożą busem po różnych częściach naprawdę olbrzymiego terenu.

    Żeby nie było, iż narzekam;) Napisałam tylko, że w Mission Control nie było takiej akcji i takiego napięcia jak na filmie. Było bardzo spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. ZAZDROSZCZĘ !!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.