Ameryka i ja: 1 listopada w USA. Normalny dzień pracy.

01 listopada, 2011

1 listopada w USA. Normalny dzień pracy.


Po imprezach z okazji Halloween wszyscy poszli dziś do pracy, nie na cmentarz. Tu nie obchodzi się Wszystkich Świętych. To nie znaczy, że nie pamięta się o ludziach, którzy odeszli. Pamięta. Ale na własną rękę, bez wspólnej daty w kalendarzu (Memorial Day, który przypada na koniec maja dedykowany jest przecież tym, którzy umarli za kraj).

Moje pierwsze zderzenie z tym, jak zaskakująco można podchodzić do spraw związanych ze śmiercią i pogrzebem miało miejsce miesiąc po przylocie do USA, w sierpniu 2009 roku, kiedy umarł senator Edward Kennedy zwany Tedem. Wtedy zobaczyłam, że karawan jadący na cmentarz, którym wieziona jest trumna z ciałem znanego człowieka a także towarzyszące limuzyny, w których siedzą znani ludzie, mogą wywoływać taki sam entuzjazm, jak eleganckie samochody z gwiazdami w Hollywood jadącymi na premierę filmową...

Pogrzeb senatora Kennedy'go (brata zamordowanego prezydenta) odbył się na Cmentarzu Narodowym w Arlington (pod Waszyngtonem) i był prywatną ceremonią. Nekropolia została zamknięta. Jednak tłum i tak ustawił się wzdłuż alei biegnącej równolegle do cmentarza i czekał na przyjazd konduktu. Przy cmentarzu stali ludzie z flagami i transparentami, na których można było przeczytać hasła typu ‘’Świat płacze’’ czy ‘’Kochamy Cię Teddy’’,  jednak sam klimat miał niewiele wspólnego z żałobą czy zadumą. Było niemal jak na pikniku. Ludzie leżeli na trawnikach a o pobliski, wysoki żywopłot stały oparte rowery. Ktoś przyszedł z psem, ktoś zatrzymał się, bo uprawiał w pobliżu jogging. Część gapiów (to chyba właściwe słowo) miała składane leżaki turystyczne, niektórzy czapeczki z daszkiem, inni kolorowe parasolki chroniące przed słońcem.

Kiedy podjechał karawan z trumną senatora Kennedy'go ludzie bili brawo. Za nim sunęły limuzyny, w których siedzieli członkowie klanu Kennedych i autokary z gośćmi zaproszonymi na pogrzeb. Niektórzy ludzie niemal oszaleli z radości. Okrzyki uwielbienia biegły w kierunku otwartych okien samochodów. Siedzieli w nich krewni zmarłego senatora (znałam już te twarze, bo pokazywano je wówczas często w telewizji). Eleganccy, ubrani na czarno Kennedy uśmiechali się do tłumu, machali i pozdrawiali. Było jak na czerwonym dywanie. Gdy samochody przekroczyły bramy cmentarza, tłum poszedł do domu. The show is over.

*****

Poniżej kilka zdjęć z Cmentarza Narodowego w Arlington, na którym pochowanych jest ponad 400 tysięcy osób, w tym dwóch amerykańskich prezydentów : John Kennedy oraz William Taft.


1 komentarz:

  1. Bardzo dobry artykuł. Gratuluje. Dodam, że w Kanadzie miałam okazję być na uroczystości pożegnalnej osoby żyjącej, ale już u schyłku tego życia. Uroczystość chyba nie do pomyślenia w polskich warunkach. Firma ALAVIDA organizuje takie właśnie uroczystości i nie są to pożegnania przepełnione smutkiem. Say goodbye differently.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.