13 października, 2011

Dziura w stole

Trzeba zrobić dziurę w stole - rzekł ostatnio Pan X i udał się do kuchni. Normalnie, pobiegłabym sprawdzić czy nie poszedł po piłę mechaniczną i czy nie zacznie rozpruwać mebli, ale w tym przypadku nie było żadnego ryzyka. Robienie dziury w stole oznacza bowiem (u nas) stawianie na nim miseczki, do której wrzuca się resztki (np. kości od kurczaka). Oczywiście hasło pt. zrób dziurę w stole nie wzięło się znikąd. Wzięło się z Ameryki i przerobiliśmy je na własny użytek.

Dziurę w stole zobaczyliśmy po raz pierwszy latem tego roku w Georgii. To był dokładnie ten stan, w którym pani w wielkim hipermarkecie, gdzie zgrzewki piwa piętrzyły się od podłogi po sufit, odmówiła nam sprzedaży kilku butelek. Nie o to chodzi, że w tym czasie byliśmy niepełnoletni ( to było w innym wieku) czy, że nie mieliśmy dowodu osobistego (mieliśmy). Chodzi o to, że to była niedziela. A w niedzielę w Georgii nie sprzedaje się alkoholu (ale picia nikt nie zabrania). Sorry guys - rzekł nasz amerykański towarzysz zakupów i dodał, że sam zapomniał. Odeszliśmy więc z kwitkiem.

Ale wracając do dziury w stole. Zanim poszliśmy do tego nieszczęsnego hipermarketu, byliśmy w restauracji w Savannah (na lunchu). Była to bardzo miła knajpa, która charakteryzowała się tym, że w każdym stole na środku była dziura. W każdej dziurze zaś znajdowało się średniej wielkości cynkowe wiadro. Wyglądało to w ten sposób, że ponad powierzchnię blatu nic nie wystawało. Brzeg wiadra wsadzonego do dziury znajdował się na wysokości blatu.
Co to ma być? - spytaliśmy naszych towarzyszy, pary polsko-amerykańskiej, która zabrała nas do tego uroczego przybytku. Tutaj wrzucasz resztki - wyjaśniła nam piękniejsza połowa tej pary i pstryknęła palcami w cynowe wiaderko prezentując przy okazji wspaniały POLSKI uśmiech;)

Taka dziura to naprawdę niezły patent. Kiedy skończyliśmy jeść (na stole wylądowały między innymi owoce morza) wiaderko było pełne resztek po krewetkach, krabach i ostrygach. Znalazły się w nim też zużyte serwetki. W sumie mogłam przy okazji opróżnić kieszenie, pewnie znalazłby się jakiś śmieć, ale jakoś nie pomyślałam. Moja strata.

Czy podoba mi się dziura w stole? No pewnie. Jestem nawet fanką takiego rozwiązania. Można sobie biesiadować do woli i jednym ruchem ręki zrobić porządek. Bez wstawania.

W domu naszych znajomych także była dziura w stole a nawet dwie (bo stół był duży). W dziurach znajdowały się oczywiście dwa cynkowe wiaderka. Był to jednak stół ustawiony na werandzie. W domu blaty były nietknięte:) 

********
Nie mam niestety zdjęcia dziury w stole. Wstawiam więc kraby z Nowego Orleanu żeby coś było:)

2 komentarze:

  1. a mówią, że to Polacy są specami od wszystkiego i potrafią wykombinować najlepsze "życioułatwiacze" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A propos "życioułatwiaczy" - widziałam ostatnio taki egzemplarz, który zakłada się na stopy, : to było coś a'la kapcie... do mycia podłogi:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.