Ameryka i ja: Country taniec połamaniec

03 października, 2011

Country taniec połamaniec

Muzyka country kojarzyła mi się zwykle z czymś przaśnym, żeby nie powiedzieć obciachowym. Śmieszyła mnie nawet ta cała estetyka i otoczka w postaci dżinsu, kowbojskich kapeluszy, frędzli i kraciastych koszul. Nie przemawiały do mnie specjalnie te swojskie klimaty i pewnie gdyby ktoś mnie jakiś czas temu spytał czy lubię country, przewróciłabym oczami. Ale będąc w Stanach zaczęłam dostrzegać zalety tego gatunku. Ba, uznałam nawet, że do długiej jazdy samochodem country jest wręcz idealne. Zaczęłam włączać sobie też w domu kanał TV, który nazywa się Great American Country. Przyznaję od razu uczciwie, że nie znam specjalnie wykonawców. Ale co tam, ważne, iż z telewizora ładnie coś brzdąka.

To, że robię tu taki wstęp na temat koszul w kratę i frędzli ma oczywiście powód. W ostatni weekend Pan X i ja wylądowaliśmy bowiem w klubie country pod Waszyngtonem. Było to trochę przez przypadek. Nie mieliśmy świadomości, że klub, do którego zaproszono nas na imprezę urodzinową ma taki charakter. Wiedzieliśmy, że to klub karaoke. Ale, że country? W życiu. Nie jestem nawet pewna, czy tego typu lokale w ogóle są w Waszyngtonie (mam wątpliwości). W każdym razie na pewno jest jeden w pobliskiej Alexandrii (Nick's Night Club). Może to nawet jedyny.



O tym, że zespół grał fajne kawałki, nie będę się rozpisywać. O tym, że klub jest duży, z dwiema salami i dwoma parkietami też nie. Chcę napisać o tańcu i ludziach. Nie sądziłam, że trafię na imprezę (w okolicy Waszyngtonu), na której bawiący się mają na głowach kowbojskie kapelusze, na nogach kowbojki, do tego dżinsy, kraciaste koszule i tego typu gadżety. Nie sądziłam też, że zobaczę jak ludzie przez większość czasu tańczą w rzędach (kilka rzędów po kilka osób) wykonując całe taneczne układy. Skąd oni znają te kroki? Zastanawiałam się patrząc jak dziewczyny albo panowie wykonywali dokładnie te same ruchy. To było na zasadzie, jakiś krok w bok, do przodu, obrót, zmiana kierunku, jakieś tupnięcie nogą, do przodu, do tyłu - słowem dużo się działo.

Znajoma zaciągnęła mnie na parkiet i ustawiła na końcu jednego z rzędów, ale trzeba przyznać bez ściemniania - moje próby były dość żałosne. Nie nadążałam za grupą. Oni w lewo, ja w prawo, oni w tył ja obrót itd. Odpuściłam dość szybko. Pocieszający był oczywiście fakt, że każda osoba, która próbowała uczyć się na parkiecie z grupą, wyglądała mniej więcej jak ja, czyli dość komicznie i nieco bezradnie:) Oczywiście potem okazało się, że w klubie są lekcje i każdy kto chce, może przyjść i nauczyć się kroków. Więc zapewne nie były to rzędy geniuszy tańca. Byli wyćwiczeni i tyle (ale spoko, jak się nauczę, też będę się tak popisywała;) Co mi tam.

Aaaaa i jeszcze podobały mi się tańce w parach. To też było nauczone i wyćwiczone. Pary tańczyły coś na kształt walca, tworząc jedno wielkie koło. Zero bałaganu i obijania się. Kręciło się jak w zegarku. Na to też są lekcje w klubie. Za 5 dolców;) 

3 komentarze:

  1. Te klimaty przestają być obciachowe gdy się zobaczy je z bliska lub nawet popróbuje. Jeansy , pick-upy , kontakt z naturą....
    Jason Aldean, Carrie Underwood, czy Rascal Flatts to w końcu muzyka Country, może tylko bardziej rockowa. W Texasie lub Arizonie chyba smakuje to najlepiej :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadza się. Naprawdę zaczęło mi się podobać:) A muzyka na żywo to już w ogóle super! Osobiście najbardziej lubię country rock.

    Nie wiem jak to wygląda w Arizonie i Texasie, wprawdzie byłam, ale kontaktu z muzyką country wówczas nie było.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam dokładnie tak samo! Najpierw dużo rezerwy, a potem wpadłam w country całą sobą!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.