25 września, 2011

Widziałam gwiazdę. W Waszyngtonie:)


Przeczytałam niedawno (to były jakieś statystyki), że jedna trzecia Amerykanów wraz z ukończeniem szkoły średniej przestaje czytać książki, że ponad połowa dorosłych nie była w księgarni w ciągu ostatnich pięciu lat i, że niemal 60 procent książek nie jest czytanych do końca.

Jednak patrząc na to, co działo się na Festiwalu Książki w Waszyngtonie (odbywał się w sobotę i niedzielę) dość trudno uwierzyć w te dane. Tu można odnieść wręcz wrażenie, że Amerykanie to naród, który czyta non stop. W namiocie (nazwijmy to polową księgarnią) był dziki tłum. Przed stolikami, przy których autorzy podpisywali swoje powieści podobnie (na festiwal przyjechało ponad stu pisarzy). Ludzie grzęźli w błocie w imię wiedzy i rozwoju intelektualnego, hehe. (Festiwal odbywał się przy National Mall u stóp Kapitolu. Z powodu wcześniejszego deszczu trawnik zmienił się w małe bagnisko).

Nikomu to jednak specjalnie nie przeszkadzało, Amerykanom nie było szkoda butów (w końcu wyglądem na co dzień specjalnie się nie przejmują). Parli więc przez błoto, (choć nie było aż takiego dramatu) w poszukiwaniu ukochanego pisarza albo gwiazdy. Bo i gwiazda była. A tak, nawet widziałam z bliska;)

Julianne Moore to w końcu aktorka z tzw. '' A-list" czyli topowa z Hollywood (świetna rola lesbijki w "The Kids Are All Right"). Pani Moore jako, że jest ruda i ma piegi, to miała z tego powodu w dzieciństwie lekko mówiąc przechlapane. Napisała więc o tym książkę dla dzieci. Tytuł ''Frackleface Strawberry". Książka stała się hitem w USA i tak oto gwiazda z Hollywood   (w ciemnych okularach) zawitała do Waszyngtonu na Festiwal Książki.
Całkiem ładnie wyglądała. Można popatrzeć na załączonym obrazku;)

2 komentarze:

  1. Czyli Waszyngton to nie taka Warszawa albo Kraków, gdzie - no, może nie wielkie gwiazdy, ale przynajmniej rozpoznawalni ludzie - chodzą pomiędzy zwykłymi przechodniami i są na wyciągniecie ręki?

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście nigdy nie spotkałam w Waszyngtonie żadnej gwiazdy spacerującej ulicami. Celebryty też nie:) zdarzyło mi się zobaczyć w Nowym Jorku jak ktoś sławny wychodził z hotelu albo kręcił film na ulicy i szedł. Ale to było na potrzeby filmu...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.