05 września, 2011

W Ameryce dziś wolne


Amerykanie dziś nie pracują (większość z nich). Dziś świętują. Mamy pierwszy poniedziałek września, czyli Labor Day (taki odpowiednik naszego Święta Pracy). Teoretycznie nie ma czego świętować, bo z pracą tu nie najlepiej, bezrobocie niebawem doczłapie do poziomu 10 procent. Ale zostawmy gospodarkę. Skupmy się na świętowaniu, bo ''balanga'' rozpoczęła się w piątek po pracy. Poniedziałek Labor Day jest od tego, by - jak stwierdził znajomy Amerykanin - wytrzeźwieć;). Pozdrowiłabym go przy okazji, ale i tak nie przeczyta. Byłam w każdym razie pod wrażeniem, że zdołał trwale zapamiętać i POWTÓRZYĆ (co dla obcokrajowca nie jest łatwym zadaniem), że "łódź płynie", ''samochód jedzie" a ''człowiek idzie''. Lubię to! :)

W weekend Waszyngton bawił się na całego. Oczywiście każdy bawi się tak jak umie i lubi. Jedni z zapałem zaliczali więc kolejne muzea i pomniki (ale to raczej przyjezdni), inni woleli relaksować się w barze. W każdym razie, knajpy w Georgetown (historyczna dzielnica Waszyngtonu) utarg miały raczej niezły. Lokale były pełne, ulice też i gdyby wrócić na chwilę do gospodarki, można by nawet stwierdzić, że mamy do czynienia z boomem a nie kryzysem (warto jednak przyznać uczciwie, że w weekend Georgetown zwykle tętni życiem).

Labor Day to takie symboliczne pożegnanie lata. Czyli coś się kończy a coś zaczyna. Według specjalistów od wizerunku, dobrego wychowania i czegoś tam jeszcze, kończy się czas noszenia białych spodni. Według ów specjalistów po Labor Day ten kolor od pasa w dół (o bieliźnie nie wspominają) jest passe a spodnie to już szczególnie. Kto robi inaczej popełnia faux paux. To PONOĆ żenada, obciach, wiocha i grzech;) Bądźmy jednak szczerzy. Człowiek przy zdrowych zmysłach ma raczej gdzieś te wszystkie złote rady i zasady...

W końcu BIAŁY to ważny kolor w Waszyngtonie, co widać na załączonym obrazku (by night).

Miłego tygodnia:)

6 komentarzy:

  1. ciekawy ten pomysł z nie noszeniem białych spodni :) jest na to jakieś konkretne wytłumaczenie, czy "bo tak"? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś to miał być taki symbol - zaczyna się jesień, letnie, białe ubrania chowamy do szafy i nosimy coś ciemniejszego. Taka zasada. Dziś jak sądzę, przemysł odzieżowy po prostu na tym zarabia i ludzie z tzw. branży powtarzają ten slogan. Bo skoro noszenie białych spodni jest passe, to znaczy, że trzeba kupić coś nowego, w innym kolorze. Przecież nie przez przypadek świat mody proponuje co sezon jakieś nowe "modne" kolory - biznes musi się kręcić;)

    Przy okazji jednak czasem zdarzy się wyłam i nagle ktoś zaprojektuje coś białego na zimę...
    I weź tu bądź mądry;)

    OdpowiedzUsuń
  3. w sumie, to może mieć nawet jakiś sens - w końcu ciemne barwy (zwłaszcza zimą) skupiają światło słoneczne i trochę bardziej grzeją ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie!:) aczkolwiek co mają powiedzieć ludzie z Florydy, Kalifornii czy choćby, ci którzy lecą na urlop na Hawaje? Zrezygnować z białych portek? Eeee...

    OdpowiedzUsuń
  5. na Hawajach mile widziane pewnie są "hawajki" - od łososiowych przez turkusowe do seledynowych; jakieś białe elementy da się tam przemycić :)
    o "florydkach" czy "kalifornijkach" nie słyszałem, póki co :)

    OdpowiedzUsuń
  6. na Hawajach to te słynne koszulinki w palmy czy kwiaty;)

    "florydki" rządzą! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.