19 września, 2011

Ameryka na głowie stoi


Była kiedyś taka piosenka :

"Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie
Nikt go nie poratuje nikt mu nic nie powie
Tylko się każdy gapi
Tylko się każdy gapi"...

Jakoś tak mi się skojarzyło kiedy facet, którego widać na dołączonych zdjęciach wykonywał te wszystkie rozkroki w powietrzu. Trwało to jakiś kwadrans i odbywało niemal w centrum Waszyngtonu, w pobliżu Memorial Bridge nad Potomakiem. Gość nie miał wprawdzie liścia na głowie i ludzie wcale AŻ TAK  na niego nie gapili się, a mimo to zadźwięczał mi w głowie kawałek Elektrycznych Gitar. Pan X stwierdził nawet, ze to nasz "sąsiad" z budynku, z którym prowadzimy bardzo interesujące i ożywione dyskusje w windzie pt. Hi! how are you? Oooo, I'm ok! Have a nice day, evening, weekend bla, bla, bla...

Jak na sąsiada miał jednak zbyt watłą klatę ( tak stwierdziłam). Nazwałam go joginem, nie wykluczam jednak, ze nie ma to nic wspólnego z jogą (nie znam się). W Polsce powiedziałabym pewnie, że to jakiś fisiek, ale po tym, jak ostatnio minęła mnie niewiasta z... butelką na głowie, to już nic mnie nie zdziwi (tutaj).


4 komentarze:

  1. no tak, w końcu co kraj, to obyczaj ; )

    p.s - trochę długo to trwało ponieważ burza mi modem internetowy załatwiła i musiałem nowy router zakupić :D ale oglądnąłem polecony przez Panią dokument,"Man on wire"
    Rzeczywiście jest świetny. Ten człowiek Petit ma w sobie coś takiego, że chciało by się go cały czas słuchać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że film się podobał:) Rzeczywiście Petit przyciąga jak magnes, można go słuchać i słuchać... I niestety człowiekowi przychodzi na myśl, że sam raczej nic równie szalonego nigdy nie zrobi;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj z tym bym uważał :) słowo "szalony" jest bardzo względne i na pozór łatwa rzecz dla mnie, może być dla kogoś istnym szaleństwem i granicą ludzkich możliwości, a praktycznie każdy z nas robi ciągle coś szalonego, dla mojej mamy jest istnym szaleństwem i wprost niemożliwością, że czasem na rowerze przejeżdżam 200km jednego dnia.

    Takie filmy (przynajmniej dla mnie) są motywatorem do wyznaczania sobie nowych celów i uświadamiają, że w życiu istnieją rzeczy te ważniejsze...

    Chciałbym kiedyś skoczyć ze spadochronem to byłoby dla mnie takie przejście pomiędzy bliźniaczymi wieżami.

    i jak ktoś kiedyś powiedział
    "Każdy ma swoje Kilimandżaro"

    serdecznie pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. Dołączam do chóru - to istne szaleństwo przejechać jednego dnia 200 km (!????) na rowerze!:)

    Oczywiście, każdy ma swoje Kilimandżaro, to fakt, ale dla mnie ''Kilimandżaro" Petit'a jest już niemal na granicy obłędu:) To już granica życia i śmierci.

    Nie ma jednak wątpliwości, że filmy typu Man on wire są inspirujące, że warto mieć marzenia i choć próbować je realizować.

    Skok ze spadochronem? Na pewno kiedyś się uda;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.