09 sierpnia, 2011

Yellow Tiffany Diamond czyli diament na Manhattanie

Jeśli kiedykolwiek zdarzy się Wam spacer Piątą Aleją w Nowym Jorku, warto wejść do słynnego jubilera. Nie chcę tu namawiać na zakupy. Biżuteria od Tiffany'ego jest po prostu droga. Można oczywiście sprawić sobie mały wisiorek w kształcie serduszka za 50 dolarów ale kobietom kochającym prawdziwe błyskotki, nie o takie cacka przecież chodzi...

W każdym razie, w salonie Tiffany'ego przy Fifth Avenue można zobaczyć (za darmo) jeden z najsłynniejszych diamentów na świecie. Kamień nazywa się Yellow Tiffany Diamond i ma intensywny, kanarkowy kolor. Wydobyto go w XIX wieku w Afryce Południowej. Dziś, po oszlifowaniu i cięciu liczy sobie 128,5 karata i wart jest miliony a pewnie i dziesiątki milionów dolarów. Diament wielkości orzecha włoskiego (mniej więcej) ma szalenie ciekawą oprawę. Potraktowano go jako skałę, na której stoi sobie mały ptaszek. Ptaszek (co widać na dołączonym zdjęciu) jest ze złota i dodatkowo wysadzono go małymi brylancikami.

Pierwszy raz zobaczyłam ten diament dwa lata temu. Ostatnio, gdy chciałam popatrzeć na niego znów, gablota była pusta. Miałam pecha. Kamień pojechał na tzw. gościnne występy, czyli wypożyczono go jakiemuś muzeum (zdarza się to bardzo rzadko). Na szczęście w ostatnią niedzielę Yellow Tiffany Diamond był znów tam gdzie powinien być - w salonie u jubilera przy Piątej Alei na Manhattanie. Przeczytałam, że tylko dwie kobiety miały kiedykolwiek na sobie ten kamień. Jedna z nich to niezapomniana Audrey Hepburn. Aktorka pozowała w naszyjniku z tym diamentem do plakatu reklamującego film "Śniadanie u Tiffany'ego".

Jeśli będziecie na Manhattanie, nie krępujcie się wstąpić do wspomnianego salonu z biżuterią (nawet gdy nie zamierzacie robić zakupów). Zazwyczaj w środku jest wielu turystów. Co ważne, do Tiffany'ego można wejść nawet z... lodem (takim do lizania). Tej niedzieli stałam pod sklepem i nerwowo jadłam loda, którego kupiłam chwilę wcześniej (był straszny upał). Pan, który wita gości wchodzących do salonu domyślił się, że pałaszuję go zawzięcie, bo chcę zajrzeć do środka. Otworzył drzwi i spytał : Chcesz wejść? Wchodź z lodem! - zawołał.
To weszłam:)

1 komentarz:

  1. "Chcesz wejść? Wchodź z lodem! - zawołał."

    i za to kocham Amerykę -choć dopiero zaczynam ją poznawać:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.