Ameryka i ja: W poszukiwaniu Michaela Jacksona

17 sierpnia, 2011

W poszukiwaniu Michaela Jacksona

gwiazda piosenkarza w Alei Sław w Hollywood
Jak nie można czegoś dostać gdziekolwiek, na pewno dostanie się w Stanach - tak mawiają. Być może. Ale czy od ręki w sklepie, tak od razu? Niekoniecznie...

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie dziewczyna, która dołączyła do osób lubiących bloga Ameryka i ja (WSZYSTKIM bardzo dziękuję). Na ścianie bloga na FB zamieściła wpis, informując przy okazji, że jest fanką Michaela Jacksona. Obiecałam, że napiszę coś w tej sprawie. Zatem do rzeczy;)


Kilka dni temu Pan X, ja i nasi goście nieźle nalataliśmy się za Michaelem (nie w sensie dosłownym oczywiście). Goście przylecieli do USA zobaczyć to i owo, przy okazji dostali też zlecenie by kupić jakąś pamiątkę związaną z piosenkarzem. Chodziło o kubek z podobizną Jacksona, może o koszulkę, notesik, długopis, brelok, grę czy inny gadżet. Miał to być prezent dla kilkuletniego dziecka z Polski, które na hasło Michael Jackson dostaje przysłowiowej korby. To miało być coś z AMERYKI, coś specjalnego, z napisem, żeby było widać, że przyjechało z daleka, i że odnosi się do króla pop. Kropka.

Przystąpiliśmy więc do poszukiwań. Na początek w Nowym Jorku. Obeszliśmy wszystkie możliwe sklepy z pamiątkami, które mijaliśmy po drodze. Nic nie było. W jednym jakaś koszulka. Niestety w rozmiarze XL. Przy straganie w okolicy Times Square mieliśmy szybką naradę, bo była do kupienia ramka ze zdjęciem piosenkarza. Takie coś z AMERYKI???? Dla dziecka???? Opada - stwierdziłam. Poszliśmy dalej. Po drodze dostałam olśnienia, że w dużym sklepie z pamiątkami przy Times Square, w części, gdzie idzie się po schodach w dół, na pewno coś będzie. Ruszyliśmy więc tam z powrotem (wcześniej obeszliśmy sklep bez schodzenia na dół). Na dole była Marlin Monroe, był Clark Gable, Rolling Stones, Batman, Hannah Montana i inni. Ale Michaela nie było.

Nie traciliśmy nadziei. Spytaliśmy miłego pana z obsługi. Pan sprzedawca zaprowadził nas do gabloty, w której stało kilka figurek. Tu jest Michael Jackson - powiedział i odsłonił szybkę. Popatrzyliśmy na to coś i każdy się skrzywił. To ma być Michael Jackson? Taka wielka głowa? Wcale nie podobny -uznaliśmy wspólnie. Nie kupujemy - zapadła decyzja. Wyszliśmy ze sklepu z pustymi rękoma. Na pewno kupimy coś w Waszyngtonie - pocieszałam.
Na pewno nie - zawyrokował Pan X.

W Waszyngtonie objechaliśmy wszystkie możliwe sklepy (oczywiście, że nie wszystkie, ale jak piszę wszystkie, to brzmi bardziej dramatycznie;). Wszędzie (tu nie przesadzam) sprzedawcy kiwali przecząco głowami. W jednym pokazano nam czarno-białe zdjęcie formatu A4, na którym Michael ma kilka lat a także banknot o nominale miliona dolarów z podobizną artysty. Takie coś z AMERYKI???? Odpada. W jakiejś budce była różowa czapeczka z nazwiskiem piosenkarza. Różowa dla chłopca??? Nie wchodzi w grę. Być może brzmi to tak, że wybrzydzaliśmy niczym francuskie pieski ale naprawdę to nie nadawało się na super prezent z USA. Nie mieliśmy wyboru. Zasiedliśmy do komputera. Pozostały nam już tylko sklepy internetowe...

Po przejrzeniu wszystkich stron, które przyszły nam do głowy i zapoznaniu się z ofertą, zapadła decyzja - kupujemy puzzle. Być może nie o to do końca chodziło, być może nie był to prezent marzeń ale przynajmniej Michael na zdjęciu wyglądał ładnie. Poza tym, była to rozsądna propozycja, ponieważ koszt wysyłki nie był większy niż koszt samych puzzli. Co z tego, że były breloki za półtora dolara, skoro wysyłka kosztowała prawie dziesięć? Albo, że widzieliśmy długopisy za kilka zielonych, które traciły na atrakcyjności po tym, jak wyświetlał się koszt dostawy...

Puzzle dotarły do domu w dwa dni. Mają przynajmniej tę zaletę, że dzieciak będzie musiał się nieźle natrudzić żeby ułożyć sobie Michaela (500 kawałków). Poza tym, albo PRZEDE WSZYSTKIM puzzle opatrzone są bardzo krótkim ale jakże istotnym zdaniem : Made in the USA;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.