21 sierpnia, 2011

Fashion District w Nowym Jorku


Każdy, kto choć raz był w Nowym Jorku zauważył z pewnością, że ilość sklepów z ubraniami, butami, torebkami oraz liczba butików wszelkiej maści (od luksusowych po najtańsze) jest po prostu porażająca. I nie chodzi tu o gigantyczne centra handlowe, w których wszystko mieści się pod jednym dachem. Mówimy tu o sklepach różnej wielkości, do których wchodzi się z ulicy i które znajdują się obok siebie. Można oszaleć (ze szczęścia albo poczucia bezradności, że za dużo, że nie wiadomo co wybrać i że kończą się pieniądze).

Z danych jakie przedstawiły kilka miesięcy temu władze Big Apple wynika, że na rzecz branży mody pracuje w NYC ponad 160 tysięcy osób.  Są to i wielcy, uznani kreatorzy oraz ich zaplecze a także ci, którzy marzą o tym, że kiedyś dostaną się do pierwszej ligi i na razie budują swoje marki oraz firmy.

Do kasy miasta trafiają rocznie dwa miliardy dolarów z tytułu podatków jakie generuje ta gałąź przemysłu. Jest to więc potężna machina. Ludzie pracujący w tej branży muszą więc gdzieś działać. I działają. Ich jeden tzw. wspólny adres to Fashion District. To taki dość spory kawałek Manhattanu rozciągający się od Piątej do Dziewiątej Alei, pomiędzy ulicami 35 a 41. Tu znajdują się pracownie projektantów a także sklepiki detalistów (nie przez przypadek używam tego zdrobnienia, bo niektóre są bardzo małe, niczym dziuple). Można tu kupić wszystko. Najbardziej wymyślne guzki, zapięcia, klamerki, materiały, dodatki, koraliki, słowem -  co tylko człowiek sobie wymyśli.
Jest to raj zwłaszcza dla tych osób (spoza branży mody), które same coś potrafią uszyć i lubią kombinować żeby wyglądać oryginalnie.


Zdziwić może jedynie fakt, iż Fashion District jest tak mało elegancki, że nie jest glamour. Okolica wygląda dość przemysłowo i siermiężnie. Sklepy z tymi wszystkimi dodatkami tak samo. O tym, że znajdujemy się na terenie Fashion District przypominają reklamy zamontowane na latarniach z charakterystycznym żółto-zielonym logo (z guzikiem i igłą). Poza tym, można tu spotkać ludzi ciągnących po ulicy wózki z rzędami wieszaków ze strojami czy kogoś, kto transportuje maszynę do szycia. Kiedyś widziałam też dziewczynę, która pozowała do zdjęć na środku skrzyżowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.