Ameryka i ja: Tip. Doprowadza mnie do szału.

13 lipca, 2011

Tip. Doprowadza mnie do szału.

W Miami koleś doliczył sobie 18% za podanie tego drinka...
Zawsze wydawało mi się, że napiwek to gratyfikacja dla kelnera czy kelnerki za miłą obsługę, uśmiech i podanie dobrego jedzenia. Ale przede wszystkim wydawało mi się, że napiwek jest DOBROWOLNY a nie obowiązkowy. Jestem jak najbardziej za, uważam nawet, że regulowanie rachunku co do centa czy grosza jest po prostu mało eleganckie. Jednak tu w Stanach dostaję niemal szału, gdy w niektórych restauracjach kelnerzy doliczają sobie napiwki sami
(w wysokości co najmniej piętnastu procent). Nie rozumiem tej praktyki i tak naprawdę nie bardzo wiem jak się zachować. Jako, że nie wiem, to płacę...

W Ameryce, jak wiadomo używa się przede wszystkim plastikowych pieniędzy czyli kart : kredytowej albo debetowej. Kiedy wręczymy pani lub panu naszą kartę i kiedy pani lub pan pójdą z nią na zaplecze (przypominają mi się od razu porady polskich ekspertów : "nie dopuść by karta zniknęła ci z oczu'' - w USA jest to niemożliwe) niemal za każdym razem zastanawiamy się z Panem X co owa pani lub ów pan sobie tam dopiszą. Gdy dostajemy kartę z powrotem sprawdzamy oczywiście dołączony wydruk.


Na wydruku powinny być następujące pozycje : kwota do zapłaty, podatek, tip czyli napiwek oraz suma. Jeśli jest tak, to jest ok. Dopisujemy wtedy napiwek, sumujemy i wpisujemy ostateczną kwotę jaka ma być ściągnięta z karty. Czasem jednak wydruk wygląda inaczej (wtedy jestem zniesmaczona) : kwota do zapłaty, podatek, DOPISANY JUŻ NAPIWEK a pod tą pozycją wolne miejsce na... DODATKOWY NAPIWEK i suma do zapłaty. Oczywiście nigdy nie dopisujemy żadnego dodatkowego napiwku. Jesteśmy wystarczająco wkurzeni, że ktoś dopisuje sobie sam i stawia nas pod ścianą. Bo co wtedy zrobić? Przekreślić to i wpisać ostentacyjnie zero albo inną sumę niż piętnaście procent?  Nigdy tak nie zrobiliśmy, bo po prostu nie wiemy jak się zachować. Może ktoś z Was wie jak się załatwia takie numery? A może po prostu nie ma wyjścia i trzeba to zaakceptować? Bardzo mi się to nie podoba.

Aha, jeśli myślicie, że płacąc gotówką można zapobiec takim praktykom to nie do końca. W barze sushi w Nowym Jorku dostaliśmy ręcznie wypisany rachunek z naszą ulubioną pozycją TIP już doliczoną. Można ewentualnie położyć pieniądze na stole i wyjść zostawiając napiwek wedle uznania  lub ukarać dopisywacza totalnie, nie zostawiając nic. Jest to jednak dość ryzykowane... Znajomy raz nie zostawił, to pani wyleciała za nim na ulicę i się awanturowała:) Nas z kolei opieprzyła jakiś czas temu wielka, czarna kobieta w przybytku zwanym Waffle House (w życiu tam więcej nie pójdę) bo uznała, że napiwek był za mały... Wyszliśmy a ona darła się na tę całą budę... Taksówkarz też nas prawie rozjechał, bo jego zdaniem powinien dostać więcej... Masakra jakaś.

5 komentarzy:

  1. W końcu Ameryka nadal boryka się z kryzysem...
    To i ludzie łapią się każdego grosza, który może być ich...


    Chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To wszystko z powodu bardzo kiepskich stawek dla kelnerow. Wiem, bo dzieciaki moje w wieku nastu lat pracowaly w wakacje i zarabialy $2.13/godzine, czyli stawke ponizej godnosci. Bez tipow, kelner nie jest w stanie zarobic na zycie, ale bezczelne doliczanie do rachunku to ciezka przesada. Nie zostawiam ani centa za kiepska obsluge..i niech sie wydzieraja i wylatuja za mna na ulice :)

    OdpowiedzUsuń
  3. NYC to dzungla. Pamietam i ta ludzka energia mnie zachwycala ...na 7 dni.
    U mnie w Kalifornii znacznie bardziej spokojńie . Co do napiwkow, zwykle samemu sie daje ile wola ale te 10-15% jest oczekiwane.
    Amcapol

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś mnie to nie dziwi. We włoszech doliczają sobie napiwek od razu, tzw. "pane a servizio". Ale swoją drogą nie jest to przyjemne zwłaszcza jak nie zna się takich obyczajów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.