Ameryka i ja: Mount Vernon, posiadłość Jerzego Waszyngtona

05 czerwca, 2011

Mount Vernon, posiadłość Jerzego Waszyngtona

dom Jerzego Waszyngtona w Mount Vernon

George Washington nie miał w domu łazienki z fajną wanną i kranem, z którego leciała ciepła lub zimna woda. Może i miał jakąś drewnianą balię do kąpieli, ale tego turystom nie pokazują. W sypialni pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych było małe pomieszczenie, w którym stał sobie stolik z miską z wodą, obok dzbanek i jakaś szmatka zamiast gąbki - takie to były czasy i takie akcesoria do mycia. Mamy zdecydowanie lepiej.

Kilkanaście kilometrów od stolicy USA, w niewielkim miasteczku Mount Vernon znajduje się osiemnastowieczna posiadłość Jerzego Waszyngtona - dom prezydenta, w którym mieszkał razem z żoną Martą i dziećmi. Urokliwie położona nieruchomość na wzgórzu, z widokiem na Potomac, z parkiem i ogrodem warzywnym. Za 15 dolarów można pospacerować po włościach Waszyngtonów, wejść do domu, w którym niegdyś mieszkali słynni gospodarze a także kupić sobie pamiątkę w postaci talerza wzorowanego na starym, butelki wina z nalepką Mount Vernon czy książki z dawnymi recepturami (o kubkach, koszulkach, długopisach czy podkładkach pod myszkę nie będę się rozwodzić, bo to standard).
suszarnia przy domu Waszyngtona

Kiedy tak oglądałam sobie dawny dom prezydenta Waszyngtona, było mi trochę do śmiechu. Ta dokładność i dosłowność Amerykanów w odtwarzaniu przeszłości bywa czasem komiczna. Plastikowe szparagi i brokuły, plastikowy kawał pieczeni czy udka kurczaka ułożone na oryginalnej, porcelanowej zastawie do tego plastikowy sos w  białej sosjerce - tu historia pokazana jest chyba zbyt dosadnie.

Zastanawiam się nawet czy oby ktoś się nie rozpędził umieszczając kilka butelek wina w czymś co przypominało drewniane wiadro, które było wypełnione kostkami imitującymi lód...

George Washington lubił wynalazki i przywoził sobie z podróży różne oryginalne rzeczy, ale nie sądzę, by był w stanie wytrzasnąć skądś wówczas kostkarkę do lodu, albo worek do robienia kostek albo, że w ogóle miał zamrażarkę:) Mniejsza z tym. Na pewno lubił powiew chłodnego powietrza. W jego gabinecie znajduje się dość ciekawe krzesło - od oparcia idzie w górę coś w rodzaju masztu, do którego przymocowany jest drewniany element przypominający płetwę. Generał George siedział sobie na tym krześle, które miało dodatkowo pedał. No więc pedałował żwawo a płetwa mu wachlowała nad głową robiąc ''wicher". Niestety nie mogę pokazać tu zdjęć, trzeba mi uwierzyć na słowo, w domu jest zakaz fotografowania.

W sklepie z pamiątkami też był powód do uśmiechu - świąteczny kącik. Mimo, że mamy czerwiec i lato za pasem, to w świątecznym kąciku stoją choinki, palą się lampki a gałązki sztucznych drzewek uginają się pod ciężarem ozdób (kolęd nie grali). Nie są to oczywiście typowe bombki czy zabawki świąteczne. Można tu sobie kupić drewnianego George'a Washingtona (za prawie 15 dolców choć jest tyci, tyci) albo ornament z twarzą Kennedy'go, Reagana czy Busha. Są też lalki szmacianki na choinkę, (pewnie są to Marty Waszyngton, choć nie jestem pewna na sto procent:)


 
Wycieczka po Mount Venron może być dla niektórych dość wyczerpująca. Posiadłość jest ogromna i pod koniec spaceru czuć, że przeszło się niezły kawałek. Jest jednak sposób na chwilę oddechu - posiłek na terenie kompleksu (niestety fast food) albo po prostu drzemka na trawie przed domem prezydenta. Kto nie chce leżeć, może usiąść i popatrzeć na Potomac. Widok jest wspaniały.
Pod tym względem Waszyngton miał lepiej niż większość z nas.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.