03 czerwca, 2011

Ćwiczysz o 6 rano?


Bywają takie okresy w życiu kiedy człowiek nie z własnej woli musi wstawać o nieprzyzwoitej godzinie. Jest po prostu trybikiem w większej lub mniejszej maszynie. Nie ma wyboru. Doświadczyłam tej "przyjemności" - wstawania o czwartej rano, kilka razy w tygodniu, przez kilka lat. To przeszłość. Nie tęsknię za tym. Mam nadzieję, że to zamknięty rozdział.

Tu w Stanach nie muszę przeklinać budzika o świcie (na szczęście). Jeśli mi się zdarzy, za każdym razem zadaję sobie pytanie w jaki sposób udawało mi się kiedyś zrywać na równe nogi o czwartej, niczym żołnierz...
Kiedy patrzę z okna na ludzi, którzy dobrowolnie idą na fitness jeszcze przed pracą i rozpoczynają zajęcia o szóstej albo siódmej rano, tym bardziej nie mogę pojąć jak można zrezygnować ze snu na rzecz pompek, przysiadów i brzuszków?

Ostatnio patrzyłam na taką grupę, która ćwiczyła na świeżym powietrzu, przed klubem. Oni z zapałem noga w górę, noga w dół, ja - ziewanie. Oni po schodach w tą i z powrotem, ja - turlam się do kuchni w poszukiwaniu mocnej jak diabeł herbaty. Oni do ręki ciężarek, ja - pilot. Oni słuchają co im trener mówi, ja - porannych wiadomości.

Naprawdę w życiu bym się z nimi nie zamieniła:)





     W sumie na zdjęciach same dziewczyny, ale spokojnie, faceci też tu mają takie odpały...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.