Ameryka i ja: Boston. Brrrr....

12 czerwca, 2011

Boston. Brrrr....

Kiedy nie ma o czym rozmawiać, gada się o pogodzie, że za zimno, że za ciepło, że będzie deszcz. Pogoda to jednak w gruncie rzeczy sprawa kluczowa.

To miał być szybki wypad do Bostonu. 6 godzin jazdy rozciągnęło się do 10. Upał, korki i psujący się GPS - takie były atrakcje w podróży.
Na miejscu nie było już upału. Na miejscu lał deszcz. Jak nie lał, to było pochmurno i ponuro. Nawet mi się nie chciało robić zdjęć. Cyknęłam jedynie kilka komórką...

Słyszałam taką opinię, że Boston to najpiękniejsze miasto w USA. No nie wiem... Może jak świeci słońce? Może gdy ulice, kafejki i skwery zapełniają się ludźmi?

W ten weekend połowa turystów (łącznie ze mną)  wygląda jak z korporacji, w której obowiązuje mundurek. Wszyscy w chińskich bluzach z napisem Boston. Nie dlatego, żu bluzy są takie piękne.
W porcie człowiekiem telepało z zimna, zwłaszcza gdy człowiek wrzucił do torby coś na lato. Każdy biegł więc do budki z bluzami po 15 dolców i kupował natychmiast. Całe szczęście, że sprzedawca miał coś z długim rękawem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.