Ameryka i ja: W fast foodzie ( na Manhattanie)

10 maja, 2011

W fast foodzie ( na Manhattanie)

Manhattan nocą
Będąc ostatnio w Polsce trafiłam przypadkowo do Mc Donald's. Piszę przypadkowo, bo czasy gdy z premedytacją szłam do ''hamburgerowni'' z własnej woli, mam już dawno za sobą. Ale do rzeczy. Mc Donald's (ten, w którym byłam) zrobił na mnie spore wrażenie, ponieważ nie miał nic wspólnego z tym co widywałam w Polsce wcześniej, a tym bardziej z tym, co widziałam w Stanach. Ujmując rzecz krótko, Mc Donald's był wypasiony i wyglądał bardziej jak młodzieżowy klub niż jak fast food. Nie było charakterystycznych, jasnych, prostokątnych stolików i prostych krzeseł tylko ciemne ławy, przy których ustawiono kanapy ze tworzywa przypominającego skórę. Wnętrza były białe z dodatkiem seledynu, nad stołami zwisały nowoczesne lampy. Wystrój na plus.

Dziś przeczytałam w USA Today, że Mc Donald's w Stanach Zjednoczonych zainwestuje do 2015 roku miliard dolarów w bary w całej Ameryce.  Bary przejdą prawdziwy face lift. Ma być schludnie, ładnie i nowocześnie, jak w Starbucksie (tak było napisane). Mam nadzieję, że chodzi o te najfajniejsze Starbucksy, bo beznadziejnych też nie brakuje. Ktoś wreszcie doszedł do wniosku, że trzeba coś zrobić z fast foodami, bo wiele z nich wygląda naprawdę mało ciekawie.      A już na pewno w Polsce bary tej sieci prezentują się lepiej niż w USA.

Z Mc Donald'sem w USA mam takie dwa wspomnienia (na szybko). Oba z Nowego Jorku. Raz przesiedziałam w nim jakąś godzinę, gdy wielka ulewa zmusiła mnie do zwiania w jakieś suche miejsce. To było w okolicach 5 Alei. Siedziałam z kawą na drugim piętrze i patrzyłam przez okno, jak ludzie przemoknięci od stóp do głów próbowali złapać taksówkę. Kiepsko im szło. Mimo, że w kółko przejeżdżały żółte samochody, żaden nie chciał się zatrzymać.

Drugie wspomnienie ma związek z wielkim głodem, w środku nocy. Wylądowałam wtedy w Mc Donald's przy Times Square. To było o 3 nad ranem (już nie wiem czy pisać w nocy czy nad ranem). Wtedy też przekonałam się, że slogan pt. ''Nowy Jork miasto, które nigdy nie śpi" to guzik prawda. Śpi, śpi... (ale to tak na marginesie). Idąc od Central Parku w kierunku Times Square (5 Aleją) nie można było znaleźć niczego otwartego z jedzeniem. To był środek tygodnia i środek nocy. Piąta była pusta. Oczywiście to ulica handlowa i nikt o tej porze nie robi zakupów ale Manhattan naprawdę nie tętnił specjalnie życiem. Nawet przy Times Square było dość sennie. Tej nocy mi i Panu X okrutnie chciało się jeść. Mc Donald's był jedynym ratunkiem. Przy Times Square zamówiliśmy po hamburgerze z frytami. I kiedy tak staliśmy przy ladzie czarnoskóra, dorodna dziewczyna zaczęła nagle wykrzykiwać : OMG! OMG!    (o Boże) i wyszarpała mi prawie z rąk magazyn, który trzymałam. Na okładce znajdowała się Jennifer Hudson. Dziewczyna właściwie zapomniała o naszym zamówieniu tylko zaczęła gorączkowo kartkować ów magazyn powtarzając w kółko, że uwielbia Jennifer. Staliśmy nieco zdezorientowani, bo ona kompletnie zapomniała o bożym świecie.
Po prostu zaczęła czytać artykuł, w którym było napisane w jaki sposób Jennifer tak pięknie schudła. Cały czas powtarzała OMG! OMG! Do świata żywych przywróciła ją koleżanka zabierając brutalnie gazetę i oddając mi:)
Być może to stały numer? Może zdarzało się jej to już wcześniej? Czarnoskóra dziewczyna dała nam w końcu tacę z zamówieniem. Uśmiechnęła się ładnie i powiedziała : kocham Jennifer Hudson:)

5 komentarzy:

  1. a czy to prawda, że w Polsce nie ma nic wspólnego z tą w USA ? Podobno w USA Coca Cola ma całkiem inny smak, bo w PL jest bardzo mocno rozcieńczona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coca cola w Stanach jest słodsza, dla mnie za słodka, wolę polską:) po weekendzie napiszę o Muzeum Coca Coli, bo jest tu coś takiego:)

    OdpowiedzUsuń
  3. dobry smak coli - ma ta w butelkach sprowadzana z meksyu gdyz jest robiona na naturalnym cukrze ( nie jestem pewien czy trzcinowy ). tym sie one roznia

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze wiedzeć, muszę takiej poszukać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie tak, polska cola jest słodzona cukrem, a ta w US słodem kukurydzianym. Małżonek, istny coloholik, w Stanach brązową wodę odstawił niemal z dnia na dzień.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.