Ameryka i ja: Memorial Day i harleyowcy

30 maja, 2011

Memorial Day i harleyowcy


Ryk motorów bywa momentami tak przeraźliwy, że trzeba zamykać okno. Czasem warkot pojawia się wcześnie rano (za wcześnie) i jest tak głośny, że zdoła człowieka obudzić. Na szczęście to tylko raz w roku. Od piątku przez Waszyngton przetaczają się setki tysięcy motocykli (takie dane przedstawiają amerykańskie media). Kierowcy to często weterani wojenni, którzy zjeżdżają do stolicy USA z całej Ameryki po to, by przypomnieć rządzącym o tych, którzy w niewyjaśnionych okolicznościach nie powrócili z wojen. Weterani pokazują, że oni nie zapomnieli o przyjaciołach...



Ostatni poniedziałek maja jest w USA dniem wolnym od pracy. W tym dniu Amerykanie obchodzą Memorial Day - wspominają i oddają hołd tym, którzy zginęli na wojnach. Motocykliści zrzeszeni w organizacji Rolling Thunder (nazwa od kryptonimu operacji militarnej w Wietnamie) mówią wtedy głośno o kolegach, którzy nie wrócili do domów z misji i nie wiadomo co się z nimi stało.



Nie wiem czy można zobaczyć taką ilość harleyów naraz gdziekolwiek. Może na jakimś zlocie? W każdym razie ja nigdy czegoś takiego nie widziałam. Motocykle stoją właściwie wszędzie. Przy jakimś skwerku, bo ktoś zrobił sobie przerwę i zaparkował. Przy sklepie, bo poszedł po drobne zakupy, przy motelu bo tam nocuje czy w końcu przy którymkolwiek pomniku. W całym Waszyngtonie i na przedmieściach wszędzie ich pełno i wszędzie pełno właścicieli - dojrzałych facetów, w bandanach na głowach (często w kolorach amerykańskiej flagi), w skórzanych kamizelkach i ciemnych okularach.
Lepiej w tym czasie być pasażerem (samochodu). Człowiek nie jest w stanie się na nich nie gapić, więc przynajmniej nie musi przejmować się drogą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.