18 maja, 2011

Kapitol w Waszyngtonie


Sporo pisałam ostatnio o Nowym Jorku, czas więc na Waszyngton, w którym przecież mieszkam na co dzień.
W Nowym Jorku bywam jednak często, stąd wpisy dotyczące Big Apple. Dziś chcę napisać o sztandarowym budynku amerykańskiej stolicy, o Kapitolu. Robię to nie bez powodu. Do wakacji zostało kilka tygodni i jeśli ktoś ma w planie wizytę w Waszyngtonie i chciałby zobaczyć jak Kapitol wygląda w środku, to jest czas na dokonanie rezerwacji w internecie. Zwiedzanie jest bezpłatne, odbywa się z przewodnikiem (mówiącym po angielsku), trzeba jednak mieć wejściówkę. Najlepiej więc zaplanować sobie tę wycieczkę wcześniej, zarezerwować bilet on line a potem stawić się w wyznaczonym terminie.


Kontrola bezpieczeństwa, bramka, prześwietlanie torby i tego typu kwestie (kolejka) to sprawa, nad którą rozwodzić się nie będę. Trzeba przez to przejść, innej opcji nie ma. Kiedy już dostaniemy się na teren Visitor Center, tam przydzielą nas do grupy i przewodnika (w czerwonej marynarce).

W pierwszej kolejności pójdziemy obowiązkowo ''do kina" i zobaczymy film na temat Kapitolu. Potem będziemy grzecznie podążać za przewodnikiem i zwiedzać kolejne sale. Oczywiście turysta ma ograniczony dostęp i wszędzie nosa nie pozwolą mu wsadzić. Na pewno jednak zostanie zaprowadzony do rotundy, czyli sali na bazie okręgu, z obrazami, rzeźbami i wielkim freskiem (Apoteoza Waszyngtona) namalowanym wewnątrz kopuły, która jest przecież najbardziej charakterystycznym elementem tej budowli (zdjęcia poniżej).


Nie będę się tu rozpisywać o historii Kapitolu i samej rotundzie, bo każdy może sobie o tym przeczytać w Wikipedii. Chcę wspomnieć o jednej rzeczy, która mnie zaskoczyła. O freskach, które przedstawiają... amerykańskich astronautów. W północnym, senackim skrzydle budynku znajdują się tzw. Korytarze Brumidiego, nazwane od imienia włoskiego artysty, który w drugiej połowie XIX wieku dekorował ściany budynku malowidłami. Temu zajęciu Brumidi, który inspirował się freskami Rafaela w Watykanie, poświęcił się do śmierci (zajęło mu to 25 lat). Artysta i tak nie zdążył zapełnić wszystkiego. Lata później Amerykanie postanowili więc domalować co nieco.

Brumidi malował klasyczne wzory, ważne dla Stanów Zjednoczonych symbole a także amerykańską faunę i florę. Po jego śmierci, wolną przestrzeń wykorzystano dla upamiętnienia historycznych wydarzeń XX wieku. Tym sposobem spacerując dziś Korytarzami Brumidiego można dostrzec np. fresk upamiętniający podbój kosmosu - namalowano lądowanie na księżycu, albo fresk przestawiający załogę promu kosmicznego Challenger, który rozbił się minutę po starcie w 1986 roku. 



Z przydatnych informacji:

- podczas zwiedzania fotografujemy do woli

- po zakończeniu wycieczki z przewodnikiem można samodzielnie udać się do sali, w której obraduje amerykański kongres. Zanim jednak wejdziemy na salę, zostaniemy zmuszeni do pozostawienia wszystkiego w depozycie łącznie z telefonem i aparatem

- chcąc zarezerwować wejściówkę, dzięki której dostaniemy się na teren Kapitolu należy kliknąć tutaj



2 komentarze:

  1. Hm, szkoda, ze nie trafilem tutaj wczesniej, przed zwiedzaniem Waszyngtonu. Ale z zewnatrz tez ladnie wyglada. Plus mozna spotkac wielu ciekawych ludzi. Jedyne co mnie zastanawialo to mnostwo nieciekawych typkow w poblizu i na tylach Kapitolu oraz Bialego Domu. Sadzilem, ze gdzie jak gdzie, ale tam wladze DC powinny zrobic porzadek. No ale coz, jest demokracja...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda że nie zrobiłaś zdjęć masońskim znakom w Kapitolu :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.