Ameryka i ja: Zoo w Waszyngtonie

20 kwietnia, 2011

Zoo w Waszyngtonie


Świat obiegła nie tak dawno wiadomość, że maskotka berlińskiego zoo, niedźwiedź polarny Knut (okropne imię dla białego misia) zdechł nieoczekiwanie i to na oczach widzów. Berlin pogrążył się w rozpaczy. Waszyngton wiec co znaczy taka strata, ponieważ jeszcze rok temu w tutejszym zoo niepodzielnie rządził Tai Shan, niedźwiadek panda. Waszyngtoński "Knut" nie skończył jednak jak ten z Berlina. Tai Shan po prostu zmienił adres. Wyemigrował do Chin. Mimo łez mieszkańców Waszyngtonu Tai Shan, który urodził się tutaj, musiał - zgodnie z umową - po osiągnięciu dojrzałości zamieszkać w Azji.



Takie zawarto porozumienie z Chińczykami, którzy wypożyczyli do tutejszego zoo parę pand w celach reprodukcyjnych. Teraz zoo liczy, że Mei Xiang i Tian Tian zafundują Waszyngtonowi nowego misia. Na razie jednak cisza w tej sprawie.

Waszyngtońskie zoo to kolejne z tych miejsc, do których można wybrać się bez kupowania biletu wstępu, ponieważ wstęp jest darmowy. Oczywiście jeśli przyjedzie się samochodem, trzeba zapłacić kilkanaście dolarów za parking. Zoo jest ogromne i chcąc zobaczyć te wszystkie pandy, lwy, zebry, słonie, ptaki czy ryby trzeba sobie zarezerwować dzień lub co najmniej pół. Warto wziąć w Visitor Center mapkę z oznaczeniami, co i gdzie znajduje się dokładnie. To naprawdę ułatwia wędrówkę.

Mimo, iż w Waszyngtonie nie ma już Tai Shana, to pandy wciąż pozostają na topie. Są niczym wielkie maskotki, choć oczywiście nie w głowach im już takie wygłupy jak potomkowi. Teraz jest wiosna i niedźwiedzie sporo czasu spędzają na świeżym powietrzu. Jeśli ich nie widać na trawie, trzeba szukać w budynku obok, gdzie chronią się przed gorszą pogodą, gdzie lubią też sobie podrzemać. Można do woli podglądać jak śpią, bo ich "sypialnie" są oszklone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.