11 kwietnia, 2011

Uwaga, celebryta!

Idąc ostatnio Piątą Aleją w Nowym Jorku natknęliśmy się (Pan X i ja) na spory tłum, który kłębił się przy jednym z luksusowych hoteli (The Peninsula Hotel). Ulica była zastawiona czarnymi limuzynami, chodnik wypełniony ludźmi, część gapiów wisiała też na latarniach. Coś się działo, albo miało się dziać. Postanowiliśmy sprawdzić co. Przeczuwaliśmy oczywiście, że z hotelu wyjdzie zapewne ktoś sławny, ponieważ zaliczyliśmy już podobną historię, gdy na Manhattanie kręcono sceny do Sexu w Wielkim Mieście (ale to osobna opowieść). Tym razem problem polegał na tym, że tak naprawdę nikt nie wiedział o co chodzi a tym bardziej o kogo. Każdy rozkładał bezradnie ręce.  W tłumie były tylko plotki, że Lady Gaga, że John Travolta, że prezydent. Przystanęliśmy więc, bo zwyczajnie byliśmy ciekawi kim jest ta osoba, która zablokowała kawałek Piątej. Tłum tymczasem gęstniał. Słychać było angielski, francuski, włoski, rosyjski. Cały czas dochodzili kolejni ludzie. Kolejni, którzy mieli to samo pytanie : na kogo czekacie? Ciągle padała ta sama odpowiedź : nie wiadomo. Pytający się śmiali i ... dołączali do tłumu. Było wesoło ale też trochę niebezpiecznie. Przejeżdżające w pobliżu samochody mogły bowiem zmiażdżyć nogi. Kierowcy byli na szczęście wyrozumiali (choć niektórzy pukali się w głowę). Byli też ciekawi. Większość z nich otwierała szyby i pytała : na kogo czekacie? Nie uzyskując odpowiedzi, odjeżdżała ubawiona.

W końcu, po kilku minutach czekania, drzwi do hotelu otworzyły się. Panowie w ciemnych garniturach i słuchawkach w uchu zaczęli latać jak z pieprzem. Nad tłumem zawisł las rąk z aparatami. W ruch poszły pierwsze migawki. Z hotelu wyszedł jakiś siwy facet z loczkami w czerwonym krawacie i czerwonej kamizelce. To ktoś sławny? Spytał Pan X. Nie wiem, odparłam, ale po chwili stwierdziłam, że chyba nie. Krawaciarz mógł być co najwyżej bogaty (gdy wsiadał do limuzyny, ochroniarz niemal zginał się przed nim w pół). Facet z lokami ociągał się z wsiadaniem, wyraźnie spodobało mu się bycie celebrytą. Czekałam tylko jak zacznie machać do tłumu (nie zamachał).

Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze ze trzy razy. Z hotelu wychodziły kolejne, anonimowe osoby wsiadające do limuzyn. Tłum wciąż czekał jednak na kogoś ważnego. Na kogoś SŁAWNEGO. Wreszcie nadszedł ten moment. Przy drzwiach nastąpiło poruszenie większe niż zwykle. W końcu pojawił się ON. Jaki mały - powiedział ktoś z tłumu. ''Mały" sprawnie lawirował wśród gapiów. Rozdawał autografy, fotografował się z fanami i uśmiechał się słodko. Trwało to minutę, może dwie. Potem wsiadł do limuzyny, zrobił papa i pojechał.



                                                                   John Travolta rzeczywiście jest niski:)

1 komentarz:

  1. Ta sama historia z Al Pacino, mialam przyjemnosc byc na jego show na Broadway'u rok temu, we wspanialej roli "Kupca weneckiego", potem na ulicy, nie bylo az tyle ludzi, tylko garstka fanow. Al jest przemilym, skromnym facete i bardzo niskiego wzrostu!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.